Razowe placuszki na śniadanie. Białkowe placuszki z jabłkiem i masłem orzechowym

No nieee.. No wielkie dzień dobry Wam! :)
Matulu, wiem, wiem- ponownie wpadam tutaj jak do sąsiadki na kawkę, ale cóż mam począć :( Dopiero co wygrzebałam się z jednej gmatwaniny zaliczeń, a teraz zaczyna się kolejna!
Aż musiałam poprosić jedną prowadzącą iż przyjdę do niestacjonarnych zaliczać, bo nie zdążę.. i co? I idę w niedzielę zadawać, haha :D 
Możecie trzymać za mnie kciuki.. ;)

Ale, ale! Zauważyliście już te zmiany? :) Nowe logo, nowy nagłówek.. Teraz czekam jeszcze chwilkę ze zmianą adresu, aby wszyscy którzy chcą wiedzieć i pamiętać zdążyli się przestawić :)
Mam nadzieje, że te zmiany wyjdą mi/nam na dobre.. 
Chciałabym być tutaj na co dzień, wpadać, pisać, tworzyć i odpowiadać Wam, jednak nie da się tak cały czas :(
Ale tłumaczyć sobie trzeba, że nie ilością, a jakością będę nadrabiać, haha :D

Jak tam u Was maj? Toć jeszcze chwilka i tutaj czerwiec będzie :O Gdzież ten czas? :)
A z czerwcem kolejny rok mojego życia.. Zero przemyśleć, zero strat i zero zysków- nie chce podliczać.. nie czas teraz na podliczanie!
Trzeba żyć tym co jest teraz, przeszłość zostawić, cieszyć się teraźniejszością i nie obawiać się przyszłości.. :)
Podejście ani trochę samolubne, a jednak trochę zdrowsze :)
Nienawidzę gdy ktoś mi mówi "nie przejmuj się", "nie martw się", bo tak się nie da..! Ale nie każda zła sytuacja to koniec świata, a nie każde dobre zajście to wygrana miliona ;) (no chyba, że w lotka.. ^^ :D)

No to co tam u Was? :)
Przez to moje zalatanie, trening, naukę- czasami tylko zostaje śniadanie zjedzone w spokoju..
Dlatego zaczęłam je celebrować, wymyślać sobie jakieś dziwne placuszki, puddingi.. i dobrze mi z tym! :) Czasem śniadaniem pojem jak obiadem- ale wtedy wiem, co mam potem ograniczyć, a rozkosz i tak była.. <3
I tak było z tymi placuszkami- powstały, aby celebrować ten jeden poranny posiłek :)
Oczywiście, aby zjeść je na spokojnie musiałam je przygotować wieczorem dzień przed, hahah :D Ale na zimno były równie pyszne, co skubane na ciepło.. :) 
A pomysł powstał pod zadziałaniem chwilowej weny, kiedy wiedziałam, że czeka nauka- wtedy wszystko wydaje się lepsze, bardziej potrzebne, co nie?

Wyszły puszyste, z dodatkiem ziarna kakao- świetne źródło magnezu! Polecam każdemu komu "skacze" powieka, czy ma ogromną ochotę na słodycze, albo czuje przemożne zmęczenie- idealnie się nada :) No a reszta to moje standardy.. mąka razowa, jajo itp :)
Wyszły cudownie pyszne, z dodatkiem jabłka i masła orzechowego- cud, miód, malina!
Powiem, że no.. super opcja- także musicie się skusić :)
Najgorzej, że tak pachną, że ciężko czekać do rana, ale.. zostanie to wynagrodzone! :)

To jak, jaja i mąka przygotowana? Palnik rozgrzany? Bierzmy się do pracy..! :)


Razowo-białkowe placuszki z ziarnem kakao

Składniki:
-1 jajko
-20-30ml wody gazowanej
-35g mąki razowej
-25g odzywki białkowej (opcjonalnie, można jakiegoś słodzidła)
-1 łyżeczka proszku do pieczenia
-ok. 5-8g ziarna kakao
Dodatkowo
- 1 jabłko
- masło orzechowe

Wykonanie:
1 jajko w średniej misce ubić z wodą gazowaną.
Następnie dodać: mąkę, białko, proszek do pieczenia oraz ziarna kakao i dokładnie, delikatnie wymieszać.
Smażyć na średnio rozgrzanej patelni (u mnie sucha, można na maśle, oleju, oliwie) z obu stron na rumiano.
Jabłko zetrzeć na tarce o grubych oczkach, lekko poddusić.
Gotowe placuszki podawać z jabłkiem i masłem orzechowym.









Smacznego!

Mini serniczek na kakaowym spodzie. Białkowy serniczek na kakaowo-jaglanym spodzie.

Ważne informacje pod postem!

Witam, witam! Jakże Wasze samopoczucia i zdrowie? ;)
Dzisiaj już 3 maja, także od jutra wraca się do typowych standardów życia codziennego :) Choć z tego, co słyszałam to wielu właśnie miało obowiązek bycia w pracy 2giego, co chyba jest jedną z gorszych rzeczy, bo kurka- takie rozwalone w środku?
Nie powiem, ja zarówno 1szego, 2giego i 3ciego jestem tą jedną z niewielu osób, która korzysta z tego, że inni pracują i nawiedzam regularnie siłownie.. :O
A nawiedzam, bo tak jak sądziłam, majówka spędzona w domku, wyjazd do Pragi się nie udał.. Nie powiem, troszku żałuję, bo o tym mieście marzę już jakieś 2-3 lata, choć sama nie wiem dlaczego, haha :D Ale jakoś tak strasznie chciałabym go zwiedzić, podobne odczucia mam do Wiednia, Maroko.. Nie wiem skąd takie pragnienia, haha, ale są :D
Może kiedyś uda się je spełnić, kto wie ;) Grunt to nigdy się nie poddawać :)

Choć i tak jestem pozytywnie zaskoczona pogodą majową w tym roku- zazwyczaj kończyło się to deszczem i 7 stopniami, w tym roku o dziwo dwa dni chłodne, ale słoneczne ;)
Też Wam się udało? :)

Okazało się, że zapasy moich przepisów kończą się w aparacie i folderze laptopa, co nie wróży nić dobrego.. Czyżbym, aż tak zapuściła się w gotowaniu?! Teraz, te 3 dni wykorzystałam do pieczenia, jednak, pech chciał, że wybrałam te znane, lubiane i na blogu już opisane..!
Ciapajka życiowa ze mnie, ale może dzisiaj coś ukitram jeszcze dobrego :)
No, ale szykują się również posty z innych rubryk tego bloga, także na wszystko nadejdzie czas :)

Ostatnimi czasy powróciłam mi faza słodkich, pożywnych śniadań.. Na prawdę- mogłabym je jeść codziennie, choć unikam tej sytuacji, bo to, aż dziwne.. :D Ale przyznam się szczerze, że potem mam mniejszą ochotę na słodkie w ciągu dnia, więc no.. Coś za coś :)
No, ale owsianki, puddingi, pieczone kasze goszczą u mnie jak nigdy :)
I takim oto przepisem chce poczęstować Was dzisiaj :)
Możecie spożyć go na śniadanie, ale drugie śniadanie.. może zastąpić Wam deser po obiedzie, a do popołudniowej kawy ;)
Szczerze się przyznam, że przepis powstał pod wpływem działania, czyli dodawałam, mieszałam i zastanawiałam się, czy wyjdzie.. :D
Ci którzy mają mnie na snapie- mogą potwierdzić.. :D
Najgorszą zagwózdką było- czy kiwi nadaje się do pieczenia?!
A więc potwierdzam- nadaje idealnie <3 Polecam wypróbować.. ;)
A czymże jest całość?
Mini serniczkiem na kakaowo-jagalnym spodzie, który idealnie oddaje babciny serniczek z lat młodości, tutaj w wersji jednak samolubnej i troszku fit :)
Zamiast kruchego- chrupki jaglany spód :)
Zamiast tony cukru i masła w serze, mamy białko, lub jeżeli nie używa się syrop daktylowy.
Całość uwieczniona kiwi, równie słodkim.. :)

To, co.. skusicie się na mini serniczka? :)

Mini serniczek na kakaowo-jaglanym spodzie

Składniki:
Na ser:
*115g twarogu półtłustego, lub chudego
-1 jajko
-15g odżywki białkowej, lub można 10g syropu daktylowego,klonowego itp
Na spód:
-30g płatków jaglanych
-3g kakao do wypieków
-opcjonalnie coś do dosłodzenia, u mnie bez 
Dodatkowo:
*ulubiony owoc, u mnie kiwi, mogą być truskawki, borówki, gruszki, brzoskwinie itp

Wykonanie:
Kaszę jaglaną ugotować al dente, dodać do ciepłej kakao i odstawić na bok.
Jajko zmiksować z syropem jeżeli używamy, jeżeli nie to samo, ok 3 minut.
Następnie dodać pokruszony twaróg, odżywkę (jeżeli używamy) i całość zmiksować jedynie do połączenia składników, aby nie napowietrzyć zbytnio masy.
Kokilkę wysmarować lekko olejem, masłem, lub wyłożyć papierem do pieczenia.
Następnie wyłożyć dokładnie dno masą jaglano-kakową. Na to ułożyć pokrojonego w plasterki owoca (jeżeli to banan, kiwi, gruszka), lub w całości (jeżeli borówki, itp).
Na wierzch wyłożyć masę serową.
Całość zapiekać ok 15-20 minut w 180 stopniach, studzić w lekko uchylonym piekarniku.
Spożywać ciepłe, lub wystudzone.







Smacznego!

P.S. W najbliższym czasie Kuchnia Smakoszy zmieni nazwę na Sportowi Smakosze, a dlatego że te zmiany, do których doszło lekko nie pasują do nazwy.. :) I teraz trzeba połączyć obie strony i do głowy wpadł mi taki oto pomysł.. :)
Także bądźcie czujni, nowa nazwa to tylko stara ja z dodatkiem! :) 

Grillowany kurczak w sosie sojowym. Zdrowsza wersja piersi z kurczaka na obiad.

Sobotnie dzień dobry baaardzo! :) Czyżby to już weekend majowy trwał? :)
Ulala.. kto by to pomyślał.. jeszcze początkiem tygodnia było taaak daleko do wolnego, a tutaj już nam się rozpoczyna pierwszy dzień :)

Macie słoneczko? Dobre humoru? Pozytywne nastawienie?
Bez tego ani rusz w codzienność, dlatego jeżeli ktokolwiek miałby zjazd samopoczucia..
Biegiem-marsz do łóżka, zamknąć oczy, pomyśleć o najlepszej rzeczy/wspomnieniu w Waszym życiu i wstać prawą nogą! :)
Od razu będzie lepiej <3

A co u mnie? Majówka najpierw miała być we Lwowie, potem w Pieninach.. ostało się, że na razie jestem w domku, a być może wyląduje w Pradze, ale.. tego nikt nie wie :D Grunt to być dobrze zorganizowanym, ale jeżeli chodzi o wyjazdy.. lepiej sprawdzam się w codzienności, niż w kompletowaniu plików wyjazdowych ;D
Choć nie powiem- miałam okazję ostatnio być zaproszona do znajomych na ognisko, w totalnej wsi odciętej od świata, blisko gór.. Jak poszliśmy na spacer widzieliśmy Babią Górę (mimo że był to Pcim!).. Powiem Wam, że te klimaty, ten zapach, ten strzelający ogień...
To jest coś czego nie można zastąpić niczym, dosłownie..
Żadna impreza w klubie, nasiadówa w domu, czy wypad na pizze do restauracji- nie zastąpi natury, tego czego nam oferuje i czasu spędzonego na rozmowie, wspomnieniach..
Miejsc, gdzie zasięgu nie ma teraz w ogóle- chyba już nie istnieją, ale taki jeden, dwa dni offline przydatne byłoby chyba dla każdego :)
Ja dzięki temu krótkiemu wypadowi zauważyłam jak wiele:
* zyskałam, dzięki dzieciństwu bez telefonu
*zyskałam, dzięki wychowywaniu się na osiedlu pełnym dzieci
*zyskałam, dzięki dzieciństwu bez komputera/laptopa
*nauczyłam się, spędzając zwykłe dni na zewnątrz i korzystając z placu zabaw, gry w chowanego itp..
No i ognicho! <3 uwielbiam ogniska i preferuję je 100000% razy bardziej niż grille. Tam kładzie się na ruszt i przewraca, koniec.
A tutaj? Trzymasz patyka, pilnujesz, żeby nie spadło do ognia i potem jesz, jak ludzie z epoki kamienia łupanego:D
Ale klimat jest!

Ej dooobra, kończę bo się zachowuje jak starsza babcia ;D a mam dopiero 22 lata.. <3 
Także czas narzekania, wspomnień młodzieńczych lat mam jeszcze przed sobą :)

A jak Wasze plany majówkowe? Jakiś wypad, wycieczka, spotkanie rodzinne?
Bo gdybyście planowali grilla, a gdyby jednak pogoda nie wypaliła (tfu, tfu!), albo musielibyście spędzić dzień w pracy, a zamarzył by się Wam grill, to ja mam bardzo świetne wyjście z tej sytuacji! :)
Skorzystajcie z mojego dzisiejszego przepisu, a uzyskacie:
*smak grilla bez wychodzenia z domu
*soczystą pierś z kurczaka
*kawał dobrego mięsa
*pyszny obiad
*niskokaloryczne danie, idealne na diecie
:D Czego chcieć więcej? :)
Wystarczy odrobina przypraw, 5 min czasu i mamy cudowny, aromatyczny posiłek :)
Kto skusi się tym razem?
U mnie dodatek gotowanych warzyw, ale możecie zrobić pieczone na ruszcie, w piekarniku.. może być to kiszona kapusta, czy pekińska z rzodkiewką i dressingiem :)
Ważne, aby było smacznie! :)




Grillowany kurczak z warzywami

Składniki:
-1 pierś z kurczaka
-sos sojowy
-pieprz 
-papryka słodka
-przyprawa cygańska
-czosnek
*ulubione warzywa

Wykonanie:
Wszystkie przyprawy wymieszać z piersią z kurczaka.
Czosnek obrać, przecisnąć przez praskę dodać do kurczaka. Całość dobrze wymieszać, trzymać w marynacie minimum 15 min, maksymalnie24h.
W czasie gdy kurczak się marynuje, można upiec warzywa w piekarniku, ugotować ziemniaki, ryż, lub inną kaszę.
Zamarynowanego kurczaka kładziemy na rozgrzanym elektrycznym grillu i poddajemy go obróbce około 3-5 minut.
Następnie podajemy na ciepło.






Smacznego!

Polędwica zapiekana z brukselką i ziemniaczanym puree

Witam, witam! Ojej.. trochę czasu minęło od ostatniego postu, ale cóż- brak czasu, nawał nauki się tak właśnie na mnie, na Was (!!) odbija..
Przepisy gdzieś tam przygotowane, ale no- jak wiadomo- nie umiem po prostu wstawić tutaj postu, żeby coś do Was bezsensu nie poskrobać ;D
Jakże mijają Wam dni?
Mnie co dzień pogoda nabiera, bo widzę cudowne, bezchmurne niebo, słoneczko świecąca.. Wychodzę więc na zewnątrz, krótki rękaw, krótkie spodenki, a tutaj co?!
Zimno! oj tak, można się jeszcze nieźle nabrać.. :)
Też tak mieliście?

U mnie nawał obowiązków na chwilkę zniknął, skończyłam kolejne szkolenie z treningu siłowego w AMS, teraz zbliża się weekend majowy, a więc mam nadzieje być tutaj o wiele częściej :)
Cieszycie się? haha :D
Ostatnio mam fazę na dodawanie śniadań na Instagrama, także zapraszam Was tam- zapomniany aparat gdzieś uciekł. :(
Ale jeżeli nie macie nic przeciwko, aby to było tylko jedno zdjęcie mogę Wam "sprzedać" kilka pomysłów na pyszne śniadania ;)
Ale to już zależy od Was- musicie dać odzew ;)

Wiem, wiem- dodam przepis ze świątecznego stołu, ale.. no! :) Idealnie nadaje się na niedzielny, czy nawet tygodniowy obiad :)
U mnie tworzyliśmy go już trzy razy, za każdym nas zachwycał.. <3
A swoją drogą! Pamiętacie z dzieciństwa, albo i z aktualnego czasu swoją niechęć do brukselki?
Takich zielonych kulek ugotowanych w zupie, pływających... i straszących! I ten wzrok rodzica, który czeka, aż zjemy całą zupę, caluśka..
Właśnie!
To także moja trauma, choć rodzice nie zmuszali mnie do niej, bo sami średnio za nią przepadali, ale..
Pamiętam do dzisiaj, jak siostra wyczytała w pewnym wieku w czasopiśmie na czasie, że brukselka odchudza! Błagała mamę o ugotowanie jej i potem cała rodzina musiała się męczyć.. :D
Podsumowując- nie wyszło.. Zapamiętana została jako zielone, niedobre tworzywo, którego unikamy na jak największą odległość.. :D

I tak minęło kilka dobrych lat.. Aż tutaj pewnego dnia mama oglądając telewizję natrafiła na przepis z jej wykorzystaniem. A że podane było pięknie tak też i ja dostałam 30 min później telefon, iż w weekend czynimy razem obiad ;)
A cóż to będzie?
Otóż to.. największy wróg domu w roli głównej! Dodatkiem będą pieczarki, polędwiczka i ziemniaczki.
Podchodziła sceptycznie, bo jak to pieczone tak w piekarniku, takie pureee?
Ee... no średnio.. Ale ciekawość wzięła górę i..
najgorsza część całość- łupienie brukselki.. :O Oj tak! Dzięki temu, że ją "listkujemy" (nie wiem jak inaczej mogłabym to nazwać.. :D), każdy płatek staje się swoim wielkim ja, staje się jednocześnie całością, ale i indywidualistą :D
Poza tym- listki są smaczne, ale takie kulki nadal kojarzyłyby mi się z dzieciństwem, więc unikamy starych nawyków.. :D
Ale doszło do połączenia całości, zapieczenia i.. konsumpcji!
Mówię Wam- pierwszy zapach masy brukselkowej- zniewalał.. wyjadałam łyżką z patelni <3
Całość? Cudownie skomponowana.. lekko pikantne puree idealnie komponowało się z delikatną masa pieczarkowo-brukeslkową.. do tego dobry kawał mięcha- polędwiczka <3
Mówię Wam- cuuudo <3
Pozytywnie zostałam zaskoczona takim obiadem i to nie tylko ja! :)
Takie połączenie smaków na prawdę przypadnie do gustu każdemu- musicie się skusić! :)
Danie dość szybkie (nie licząc łupienie brukselki..:D), bo w czasie gotowania ziemniaków przygotowuje się brukselkę czy polędwiczkę.
No połączenie smaków- mega! :)

Kto ciekawy i się skusi? :)



Polędwica zapiekana z brukselką i ziemniaczanym puree

Składniki:
-1 polędwica
-500g brukselki świeżej
-1 duża czerwona cebula
-300g pieczarek
-ok 500g ziemniaków (jak do obiadu;) )
-3 łyżki śmietany 18%
-1 łyżka masła (opcjonalnie, jeżeli lubicie bardzo, bardzo puree)
-2 łyżki musztardy chrzanowej
-przyprawy: papryka czerwona, pieprz, sól

Wykonanie:
Polędwicę natrzeć pieprzem.
Ziemniaki obrać, ugotować w lekko osolonej wodzie. Następnie zgnieść na puree wraz z śmietaną, papryką czerwoną oraz musztardą. Odstawić.
Brukselkę rozdzielić na osobne listki, a środek (ten malutki) przekroić na pół.
Następnie opłukać i umieścić na patelni.
Pieczarki pokroić w cienkie plasterki, dodać na patelnię.
Czerwoną cebulę obrać, poszatkować i dodać do brukselki.
Razem wszystko poddusić na 1 łyżce masła, aż brukselka zmięknie, pieczarki nie będą surowe, oraz doprawić solą, pieprzem, ziołami małgorzatki.
Gotową masę odstawić.
Na dużej patelni rozgrzać 2 łyżki oleju rzepakowego i obsmażyć na złoto z każdej strony, tak aby zamknąć jej pory.
Duże naczynie żaroodporne wyłożyć puree ziemniaczanym, na to równomiernie ułożyć brukselkę z pieczarkami.
Gdy polędwiczka lekko przestygła pokroić ją w plasterki (ok 2-3cm)- nie wcześniej, aby soki nie wypłynęły!
Plastry polędwiczki ułożyć na brukselce i całość zapiec ok 10 minut w 2oo stopniach.
Podawać ciepłe.











Smacznego!

Owsiano-kokosowe ciasto z nadzieniem kakaowo-jabłkowym. Jednoporocjowe ciasto na śniadanie.

Poniedziałkowe dzień dobry! :) 
Uśmiech na twarzy widzę u każdego- to rozkaz! :) Osobiście cieszę się, że weekend już dobiegł końca.. No ja nie wiem, co mi było od soboty miałam tootalny spadek energii :O 
Nie wiem, co się stało- przyjechałam do domu w piątek, w sobotę włączyły się zakwasy, był więc basen-ale potem? 
Potem szukałam tylko miejsca, w którym mogłabym się schować :O Nie wiem, co się stało- mam nadzieje, że dzisiaj nowy dzień, nowy tydzień i nowy zapas energii :) Myślę, że to przez tą pogodę (od 3 dni na południu Śląska pada!), ale od dzisiaj zapowiadają poprawę.. :) Liczę więc, że prognozy się spełnią.. :)
Zeszły, ciężki tydzień minął- ten zapowiada się luźniej no i weekendowe szkolenie <3 taaak bardzo już nie mogę się doczekać <3 Ahh..! :)
Aktualnie przez moją dietę bardzo mało gotuję przepisów nadających się do publikacji tutaj, dlatego będę musiała korzystać z zapasów :)
Gorzej tylko, że nie zawsze pamiętam przepis :( Mam nadzieje, że uda mi się wszystko przypomnieć ;)

A jak u Was? Przypominam, że majówka zbliża się wielkimi krokami :)
Grille odkurzone? Meble ogrodowe odkopane z czeluści garażu? :) hah! no właśnie za to wszytsko teraz należy się wziąć, bo jak nie teraz to kiedy? :)
Ahh.. tęskno mi już do tych letnich temperatur.. :D
Choć powiem Wam, że ostatni tydzień tak mnie zaskoczył, że w akademiku nie miałam żadnej letniej odzieży i musiałam paradować w krótkich spodenkach od.. pidżamy ;D

Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić propozycję bardzo pożywnego, bogatego w błonnik i wartości odżywcze śniadania :) O dziwo- jest ono słodkie, nie ma nic wspólnego z naleśnikami, czy owsianką.. :) Czyżbyście mnie już na tyle znali? ;)
Tak, tak! To znowu jednoporcjowe ciacho.. <3 Jestem zakochana w takich wypiekach, nic nie mogę poradzić niestety na to..
Ale za to wy możecie korzystać! :)
Jedyny problem jest taki: gdy pieczecie go wieczorem, tak jak ja, macie ogromny problem z wytrzymaniem do rana..! Jakże ten zapach zniewala i korci.. <3
mmmm.. Ale, jeżeli nie śpicie w pobliżu kuchni- polecam śmiało przygotować wieczorem, a rano mieć błogie śniadanie :)
Głównym składnikiem jest tutaj uwielbiana przeze mnie mąka kokosowa.. :) Są też owocki pod postacią jabłka i ten niby krem, który powstał z kakao- cud, miód, malina!
Zaczęłam sobie taki szykować do wszystkiego, bo na prawdę- jest geeenialny! :) Bez dodatkowych cukrów, sam w sobie świetnie sprawdzi się zarówno do naleśników, czy kasz na śniadanie ;)

Mmm.. dla mnie wypiek do powtórzenia, Was ogromnie zachęcam <3
A jeżeli nie przepadacie za słodkimi śniadaniami- obowiązkowe na podwieczorek, lub do popołudniowej kawy! :)


Owsiano-kokosowe ciacho z kakaowym jabłkiem (jednoporcjowe)

Składniki:
-20g płatków owsianych pełnoziarnistych
-30g mąki kokosowej
-jedno średnie jabłko (u mnie 120g)
-3g kakao (tego do wypieków)
-1 łyżeczka proszku do pieczenia
-15g białka opcjonalnie!! (u mnie smak: wafelkowy)--> jeżeli bez, należy dodać jakiegoś ulubionego słodziła, typu: syrop, cukier, miód, itp
-cynamon, ulubione przyprawy

Wykonanie:
Płatki owsiane wymieszać z cynamonem i  zalać wrzątkiem do 0,5cm ponad ich poziom. Odstawić na ok 20minut, aż wchłoną większą część płynu, lub całość.
Jabłko obrać i całość zetrzeć na tarce o grubych oczkach.
Połowę dodaj do płatków owsianych, a resztę wymieszaj z kakao.
Do płatków i jabłek dodać mąkę kokosową i białko. Całość zmiksować/wymieszać do uzyskania jednolitej masy.
Kokilkę nasmarowaną, lub wyłożoną pergaminem napełniamy połową masy, na to wykładamy nadzienie kakaowo-jabłkową i przykrywamy pozostałym ciastem.
Na wierzchu układamy jabłka, orzechy- co kto lubi :)
Całość zapiekamy ok 20-25minut w 180 stopniach.
Spożywać lekko ostudzone, lub zimne- nie gorące!







Smacznego!

Sałata z łososiem, camembert i sosem musztardowo-miodowym. Mix sałat z ryba i warzywami

Witam, witam i o zdrowie pytam! :)
Jak tam u Was dni mijają? Ahh.. ja korzystam ile mogę :) Teraz tak długo jest jasno, tak długo można korzystać z większej liczby rzeczy :) Chce się żyć!
Choć nie powiem- taki nagły skok temperaturowy to lekki szok termiczny dla mnie był, haha :)
Gdzieś zauważam, że po drodze zanika nam jesień, wiosna.. Coś mi się wydaje, że teraz pozostanie nam już tylko lato i zima :O
Ocieplenie klimatu i takie tam sprawy.. :)

Zbliża się weekend majowy- całe szczęście :) Chwila wolnego przyda nam się wszystkim :)
Osobiście zapisałam się teraz na szkolenie trwające dwa tygodnie, więc mój weekend będzie trwał aż 7 dni, bez wolnego to taka pauza przyda się totalnie :)
Zauważyłam, że mniej tutaj pozostawiacie śladu po sobie, no niestety :(
Ja nie mogę wchodzić już tak często do Was na blogi, czytać każdego przepisu- dlatego i Was rozumiem :) Mam nadzieje, że jednak nie działa to na zasadzie ząb za ząb, oko za oko.. ;)

W Święta w rodzinie nie mogli wytrzymać z moim gadulstwem- czyżby za mało ze mną przebywali ostatnio? :D Także  no, Was będę tym zajmowała, haha.. :D
Ostatnio przeszłam pod opiekę sportową do Trenera i powiem Wam- wow.. Ależ duże zmiany żywieniowe u mnie :) Chyba jeszcze nigdy nie zjadłam w ciągu całego tygodnia tyle mięsa i kasz co podczas mojego życia :D
Oczywiście, żeby nie było- tylko się śmieje, ale faktycznie- dość zaskakujące to dla mnie było :)
I w pierwsze dni miałam problem ze zmieszczeniem tego w moim żołądku, haha.. :D
Bo przecież nawet w diecie redukcyjnej nie chodzi o to, aby odczuwać głód! Prawidłowo dobrana dieta będzie zawierała takie składniki, takie połączenia, które mimo zmniejszenia kaloryczności całodobowej człowiek będzie syty cały dzień :)
Ale co ja Wam się tutaj o takich pierdołach rozpisuje.. :D

No, a swoją drogą to planujecie coś na majówkę? :) Mam nadzieje, że pogoda wypali, bo znając szczęście..
Dwa dni przed i trzy dni po będą upały, a majówka deszczowa, haha :D
Nie no, nie kraczę, bo potem zwalicie na mnie winę i to ja będę miała przechlapane.. :D

Wiecie, że uwielbiałam swego czasu mixy sałat z różnego rodzaju dodatkami? :)
Pewnego czasu jednak, zdążyła się nie miła rzecz, i mix stała musiałam odstawić na baaardzo, baaardzo długo! Ale, ale ostanimi czasy jakoś tak zobaczyłam je w sklepie i tak bardzo mi się zachciało.. <3
Choć mówią niektórzy, że one bardzo nasączane są to jakoś mimo wszystko sięgnęłam i ja.. :)
I nie pożałowałam.. :) Może to jeszcze nie wróciło to wielkie uwielbienie, ale.. to ten smak :)
Choć najmniej smakuje mi w tej mieszance taka czerwona sałata- nie wiem, czemu ale no.. wydaje mi się gorzka? Też tak macie? :O
No, ale przechodząc do emritum..
Mix sałat, trochę przepysznej wędzonej rybki, trochę sosu, trochę cudownego serka camembert.. <3
Omnomn..! Połączenie wyszło ge-nia-lne!
Oczywiście całość musiała zostać posypana domowymi kiełkami, bez tego ni rusz! :)
Połączenie dość banalne, ale za to bardzo smaczne :)
Jako sos zastosowałam musztardę z miodem, cytryną i solą z pieprzem- lekko pikantny, ale orzeźwia całość smaku :)
Także obiad pierwsza klasa..
Polecam Wam serdecznie- smacznie, szybko i pożywnie :) Nawet na kieszeń studencką ;)



Sałatka z łososia i camembert z sosem musztardowo-miodowym

Składniki:
Sałatka
-ok 300-400g mixu sałat
-50g łososia wędzonego
-40g camembert z bazylią
-2 średnie rzodkiewki
-część pomidora
-ogórek konserwowy/świeży
-kiełki
-sól, pieprz, przyprawa włoska
Sos
-2-3 łyżki ostrej musztardy
-1 łyżka miodu
-1-2 łyżeczki soku z cytryny
-sól, pieprz

Wykonanie:
Mix sałat opłukać.
Pomidora, rzodkiewkę oraz ogórka pokroić wedle upodobania. Dodać do mixu sałat i dokładnie wymieszać.
Ułożyć na talerzy, na wierzch pokroić ser camembert oraz łososia.
W małej miseczce wymieszać wszystkie składniki na sos.
Gotową sałatkę polać sosem.







Smacznego!