Czekoladowe ciasto z owocami i galaretką :)

Witam, witam o samopoczucie z rana pytam? :)
Niedzielny poranek usłany kroplami deszczu zachęca do zaszycia się w czeluściach pościeli/koca z dobrą książką i wciągającymi przekąskami, co nie? :)
Mnie osobiście czeka dzisiaj totalny chill, rest baterii po bardzo, ale to bardzo intensywnym tygodniu :)
Ale niestety ja nie należę do tych co lubią leżeć, a więc wyobrażam go sobie w kuchni.. :D
Będę sobie pichcić, tworzyć i próbować nowe smaki i to mnie najbardziej zrelaksuje coś mi się wydaje :)
A jak tam u Was? Jaki relaks uwielbiacie najbardziej i najczęściej stosujecie? :)

Swoją drogą mieliście kiedyś tak, że wyczekiwaliście wolnego, a jak przyszło to nie wiedzieliście co ze sobą zrobić? Bo ja np mam tak bardzo często, haha.. i wtedy mnie nosi- no ja nie lubię w miejscu być :)
Ja nie wiem, jakim cudem,ale uciekł mi gdzieś czas robienia przetworów!
Okey- dżemów już nie jadam, ze względu na diete, ale... papryka konserwowa? sałatki do słoików? Czy to się teraz robi, czy przegapiłam? :O
Bo ogórki ponad 50kg już w słoikach od lipca siedzą <3 uwielbiam i te kiszone i te konserwowe.. :)
Gdyby ktoś kazał mi wybierać nie wiem, czy bym umiała, a wy? :)

Haha i co roku u mnie w domu jest to narzekanie- po co tyle tego.. kto to zje? a wiesz ile z tym jest roboty? A jednak dobrze zimy nie pożegnamy a cała spiżarka świeci pustkami..!
Tez tak macie? :)

Swoją drogą, jeszcze kiedy upały były na porządku dziennym uczyniłam pewne ciasto :) Ciasto, które miało pożegnać moją koleżankę na prawie pół roku bo uciekła do Chin! Które miało uczynić jej wspomnienia polskiego jedzenia słodkimi i takimi, za którymi na pewno będzie chciała wrócić w ojczyste strony :D
Powiem Wam, że chyba... mi się udało! Ciasto bardzo zachwalała, a u mnie w domu Ci którzy również załapali się na tortownicę ciacha- nie szczędzili mu pochwał :)
Wilgotne, czekoladowe ciasto z ogromną ilością owoców plus zimna, słodka galaretka :)
Czegóż można chcieć więcej w słoneczne popołudnie do kawy? :)
Powiem Wam, że jedyny problem miałam z galaretką, bo jak na złość nie chciała się ściąć! Czekałam do 12.30 w nocy, aż w końcu stwierdzi, że to moment ścinania się..!
Choć i tak troszkę jej uciekło bokami, ale koniec końców- ciasto powstało! :)
A co najciekawsze.. ciasto z galaretką nie robiłam chyba z 5 lat!
A wy?
Osobiście dochodzę do takiego wniosku, ze teraz dużo mnie korzysta się właśnie z galaretek, budyni czy kisieli.. a wy, jak myślicie? :)

No, ale przechodząc do przepisu.. Ciasto idealne dla fanów owoców (a z tych trzeba korzystać póki sezon jest!), wilgotnych ciast jak brownie, czy murzynek no i galaretki :)
Chodź zdjęcia nie są najwyższego lotu, to.. polecam gorąco!
Nie jest słodkie, jest wyważone i to chyba jego najlepszy atut :) Spokojnie można zjeść kawałek,a  człowiek nie czuje się jakby zjadł konia z kopytami i bitą śmietaną :)

To co.. piszecie się? :)


Czekoladowe ciasto z owocami i galaretką 

Składniki (23cm tortownica):
Ciasto
-0,5 szklanki mleka
-50g gorzkiej czekolady
-1 szklanka mąki pszennej
-0,5 szklanki kakao
-1 jajko
-2/3 szklanki cukru
-70ml oleju roślinnego/kokosowego
-0,5 szklanki śmietany 12, lub 18%
-0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
-0,5 łyżeczki sody oczyszczonej
-ziarenka z jednej laski wanilii
Dodatkowo:
-ulubione owoce, u mnie: brzoskwinia, malina, borówka
-2 galaretki wiśniowe

Wykonanie:
Ciasto
Mleko należy podgrzać, a następnie wrzucić do niego połamaną czekoladę.
Odczekać ok 1 minut i wymieszać do uzyskania jednolitego płynu.
Suche składniki: mąkę, kakao, proszek oraz sodę wymieszać w jednej misce.
Jajko wraz z cukrem ucierać około 3 minut do uzyskania puszystej, jasne masy.
Następnie dodać śmietanę, olej i ziarenka z wanilii. Całość zmiksować tylko do połączenia się składników- nie napowietrzać zbytnio ciasta.
Do całości dodać suche składniki i wymieszać całość łopatką.
Tortownicę wyłożyć papierem do pieczenia, wylać do niego gotowe ciasto i całość piec około 45 minut w temperaturze 180 stopni, do tak zwanego suchego patyczka.
Ciasto wyrośnie z lekką górką- można ją ściąć, lub jeszcze ciepłe ciasto wyłożyć z patery i postawić do górny nogami na kilka chwil.
Po wystudzeniu ponownie założyć obręcz.
W czasie, kiedy ciasto się piecze należy przygotować galaretki.
Obie zmieszać razem i zalać 750ml wody (czyli mniej niż wskazuje opakowanie). Dobrze wymieszać, aby się rozpuściły i odstawić na jakiś czas.
Na zapięte ciasto w obręczy wykładamy ulubione owoce, a następnie galaretkę, która już lekko stężała (tak, aby nie uciekła z brytfanki).
Schłodzić do całkowitego stężenia galaretki i można podawać.





Smacznego!

Węglowodany- przyczyną przybierania masy ciała? Węglowodany- z czym się to je ;)

Hej, heej! No tydzień, nowe możliwości :)
Pamiętajcie, że jaki poniedziałek taki cały tydzień! Macie więc być pełni energii, radości i wszelkie problemy (szczególnie te nawarstwiające się) rozwiązać, zapobiec i zapomnieć :)
Wiem, że nie na wszystko od razy jest rozwiązanie, ale odkładnie na później spowoduje jedynie nawarstwienie się problemu, a nie jego rozwiązanie, czy przeterminowanie.

Dzisiaj post, który powinien być już dawno, ale jak sami wiecie- nie grzeszę czasem. Szczególnie kiedy wszystko powinnam zrobić na wczoraj.. :D
No, ale przechodząc do tematu.


Węglowodany

Czy ktoś z Was spotkał się z tym terminem? Co macie przed oczyma słysząc to słowo?
A no właśnie.. już od pierwszego momentu zaczyna się problem. Bo co rusz z innej strony jesteśmy bombardowani milionem informacji, bardzo często- sprzecznych informacji.

Węglowodany to zarówno- cukier biały, trzcinowy, ale także wszelkiego rodzaju makarony (pszenne, razowe), czy kasze, a tym bardziej owoce! :)
Tak, tak- te wszystkie produkty to właśnie ta grupa.
Tutaj, żeby nie rozwijać się zbytnio, przejdę bardzo szybko do krótkiego rysu biochemicznego, a więc grupę tą dzielimy na:
* węglowodany proste, m.in. to: glukoza, fruktoza i galaktoza
* węglowodany złożone, m.in. to: sacharoza, laktoza a także skrobia i glikogen
Pierwsza grupa występuje najczęściej w owocach, miodzie.
Druga grupa to dwucukru, składające się po jednej cząsteczce z cukrów prostych, w tym laktoza (znajduje się w produktach mlecznych).
Mamy tutaj również skrobię- to cukier złożony, który znajduje się w częściach roślinnych. My konsumujemy go pod postacią zbóż, ziemniaków, batatów, czy warzyw korzeniowych. Jedyna różnica, że jedne warzywa będą miały go więcej, innej mniej.


Tak więc, jak widać węglowodany to nie tylko cukier, którym słodzimy herbatę, czy kruche ciasto na ciasteczka. To także mąka, czy to w naleśnikach, czy pierogach, to także korzeń pietruszki w niedzielnym rosole.
Te warzywne węglowodany- są naszym najlepszym źródłem, którego możemy spożywać bez liku ;) Bo, np. 100g cukinii ma tylko 15kcal! Poza tym to świetne źródło witamin, minerałów a także antyoksydantów :)
Zaraz po nich można zaliczyć najmniej przetworzone zboża, kasze, makarony, oraz owoce- tutaj już kontrolujemy ilość spożywanych produktów.
Najgorszym, którego należy unikać to właśnie cukru proste, typu cukier, melasa, laktoza.


Ile potrzebuje nasz organizm węglowodanów?
Przyjęło się, iż dla ochrony mózgu, oraz tarczycy spożywać około 120g czystych węglowodanów w ciągu dnia.
Nawet słynne diety niskowęglowodanowe zachowują pewną normę węglowodanów, aby dostarczać również siłę mięśniom, czy właśnie mózgowi.
Poniżej tej ilości prowadzić będzie się głodówkę, co może przynieść efekty odwrotne od zamierzonych..

Teraz- co dzieje się z organizmem, kiedy spożyjemy węglowodany?
Postaram się wytłumaczyć to jak najprościej się da :)

Kiedy spożywamy cukry, przechodzi on wiele zmian i koniec końców jest zamieniany w nośnik energii, tzw. ATP.
Poprzedza to wzrost poziom cukru we krwi (pamiętaj- węglowodany to cukru!), co daje sygnał naszej trzustce do produkcji insuliny, która zostaje wydzielona do krwi. Jej zadaniem jest unormowanie poziomu cukru do bezpiecznego dla naszego zdrowia. Wykorzystuje go jako materiał budulcowy dla komórek i uzupełnienie rezerw energetycznych mięśni, ale także (co jest najważniejsze!) trójglicerydów w tkance tłuszczowej.
Kiedy więc spożyjemy posiłek bogatowęglowodanowy, a nie mamy aktualnie wysokiego zapotrzebowania na energię insulina chcąc pozbyć się nadwyżki cukru z krwi zamieni go po prostu w tkance tłuszczową, stanowiącą rezerwę energetyczną.
Dlatego też, przy dłuższym utrzymywaniu diety wysokowęglowodanowej, a niskim wydatku energetycznym (np. poprzez regularnie uprawianie aktywności fizycznej, ciężkiej pracy), nie dochodzi do spadku masy ciała, a jedynie tworzenia dalszych rezerw energetycznych- zaczyna się proces tycia.
Jednakże osoby uprawiające sport, których tkanka mięśniowa rośnie, mają zwiększone zapotrzebowanie na węglowodany, aby mieć czym "nakarmić" mięśnie- dlatego bardzo dobrym wyborem jest ćwiczenie, budowanie szczupłej i wysportowanej sylwetki, choćby aby unikać odkładania się dodatkowej tkanki tłuszczowej.
Dla porównania pokażę zdjęcie jak wygląda jeden kilogram tłuszczu, a jeden kilogram mięśni.



Podsumowując:
Węglowodany to cukru, które występują nie tylko w naszej cukierniczce.
To także makarony, kasze, ryże, czy ziemniaki.

Ale czy tyje się od spożycia węglowodanów?
Nie.
Nie jeżeli zachowa się umiar i będzie spożywać ich odpowiednie ilości, a także odpowiednie źródła.
Zwykły cukier, czy tzw trzcinowy (różniący się tylko kolorem) nigdy nie będą dobrym źródłem w diecie żadnego człowieka.
Tyć możemy, ale właśnie od żywności bogatej w węglowodany i przetworzonej, która na co dzień kusi nas z każdej (dosłownie!) półki sklepowej.
Nie można teraz kupić niczego, co nie byłoby poddane jakimkolwiek modyfikacją.
Dodatkowo- te produkty bogate w cukier powodują, ze bardzo szybko w naszym organizmie wzrasta poziom cukru, ale równie gwałtownie opada- przez co wydaje nam się, że ponownie jesteśmy głodni.
Pomyśl, jak szybko jesteś głodny po spożyciu typowego batonu, np Mars/Twix, czy Prince Polo? 10-20minut?
Właśnie! A przeciętnie taki baton zawiera około 300kcal.
Szklanka coca-coli, które pewnie nie wliczasz jako posiłek, ma około 100kcal. A to pijesz między posiłkami, traktujesz jak przekąskę.
Jednakże poziom cukru, dzięki tym "zabiegom" nie spadam nigdy z wysokiego, bo korzystając z takich "dobrodziejstw" zmuszasz organizm do ciągłego utrzymywania cukru na wysokim poziomie, a o za tym idzie? Gromadzenie tkanki tłuszczowej.

Umiar, zdrowy wybór
Dlatego należy na co dzień patrzeć, analizować co wrzucamy do koszyka, a nie na chybił trafił.
Wybieraj warzywa (te są najbezpieczniejsze), tak aby na talerzu było kolorowo! :)
Potem pełne ziarna zbóż: ryż, makaron żytni./orkiszowy, ziemniaki, bataty, czy kasza jaglana, gryczana. Mogą to być również płatki orkiszowe, ryżowe.
Na pewno unikaj przetworzonych źródeł węglowodanów!




Dziękuję za uwagę!

P.S. Zdjęcia są ze stron znalezionych poprzez Google.

Dyniowe ciasto z mąką kokosową, cynamonem i śliwką. Wyskobiałkowe ciasto dyniowe, idealne po treningu! :)

Witam, witam! :) Dni mijają tak bardzo szybko.. :)
Ależ bym zatrzymała czas na chwilkę, a wy? :)
Dopiero co pisałam do Was w niedzielę, a dzisiaj już czwartek!
Ale nie ma, obiecałam sobie to staram się w każdej wolnej minucie coś do Was naskrobać :) Tylko to skończę i biegnę na siłownię- "odbębnić" trening, a później praca:)
A jak u Was?
W ogóle czy ktoś bardzo odczuł, że zaczął się rok szkolny? Bo ja co dzień jadąc do pracy widzę jak rosną korki uliczne w moim mieście :O To, aż straszne! Przez lato tak się nie działo, ale wierzyć mi się nie chce, że Ci wszyscy kierowcy to nauczyciele :D
Jak pomyślę, że już za kilkanaście dni czeka mnie ponowne pakowanie do akademika- ogarnia mnie czarny strach:D
Co roku to samo- najpierw składuję tam rzeczy caaaaaały rok, a potem nie mogę dopakować auta kiedy przychodzi czas wyprowadzki :D Ja nie wiem, czy tylko ja tak mam, czy nie.. ale to powinno być zabronione jakimś prawem ;)
A wy też taki macie problem z pakowanie, rozpakowywaniem? Bo o przeprowadzce nie wspomnę :O
O..! Albo jeszcze lepiej: dajcie rady jak zrobić to sprawnie, szybko i bez bólu.. albo.. zrobi to ktoś za mnie? :D <3

Przez ostatnich kilka dni odczuwałam w powietrzu aurę typowo jesienną.. poranne mgły, deszcz, chłodne powietrze i brak słońca..! Już zdążyłam robić się senna w ciągu dnia, już odczuwałam spadek formy letniej (taaak.. ja jestem chyba na baterię słoneczną)..!
Też tak mieliście?
Stwierdziłam, że nie mogę się od tak po prostu poddać! Nic z tych rzeczy!
Wzięłam się w garść i postanowiłam działać. Szczęście me chciało, że akurat Ela miała na zbyciu dynię!
A co kolorem przypomina bardziej letnie kolory, jak nie dynia?
A no właśnie! :D
Chwilkę pomyślałam, a że miałam mało czasu, wzięłam się do pracy :)
To chyba dopiero mój drugi wypiek z dynią, ale.. wymiata wszystko!
Idealnie rozgania złe myśli, jest mokre, wilgotne i taaaakie aromatyczne! A ta śliwka zapieczona na wierzchu? Mmmmmm.. <3
U mnie wpadło zaraz po treningu, jako posiłek- bo jest syte, ale wysokobiałkowe i węglowodanowe- czyli idealne uzupełnienie strat treningowych, a jeszcze zdrowo! :)
Bez zbędnych cukrów, tłuszczy, czy ulepszaczy.
Jeszcze raz to napiszę: aromatyczne, wilgotne, puszyste..
Nic więcej mi nie potrzeba, a Wam? :)

Dyniowe ciasto z cynamonem i śliwką na mące kokosowej

Składniki:
-110-120g surowej, obranej dyni
-1 jajko
-23g mąki kokosowej
-1 łyżeczka cynamonu
-1 łyżeczka proszku do pieczenia
-śliwka
-15g odżywki białkowej (u mnie ciasteczkowy smak), można pominąć
-10g syropu z daktyli (kto nie używa odżywki)
-opcjonalnie: masło orzechowe do nadziania

Wykonanie:
Dynię gotujemy do miękkości. Odcedzamy i blendujemy.
Do ostudzonej dodajemy pozostałe składniki, oprócz śliwki i mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji.
Gotową masę nakładamy do przygotowanej wcześniej kokilki.
Na wierzch układamy śliwkę.
Pieczemy w nagrzanym do 180 stopni piekarniku około 25 minut, do tak zwanego suchego patyczka.





 




Smacznego! :)

Tort idealny. Tort z migdałami, malinami i białą czekoladą :) Idealny dla każdego!

Siema, siema!
Żyje- wiecie? Mam się dobrze, lekko przemęczona, ale znajduje czas na wszelkie głupoty świata, ale żeby już coś do Was naskrobać to nie :( Albo żeby chociaż wziąć się za pracę magisterską..
Gdzieżby! Salvador zaaaaaawsze ma czas! :O
A potem kończy się to płaczem i zgrzytaniem zębów? A i owszem.. :D
Nie no, nie ma się czym cieszyć..
Znajdując swoje wolne 5 minut pisze do Was, a zaraz ruszam na trening- bo sam się nie zrobi!
Magisterka poczeka.. :D

Jak tam weszliście w nowy miesiąc? Szkolny miesiąc! No, no- przyznać się kto już od czwartku pięknie maszeruje z plecakiem?
Mnie czeka jeszcze miesiąc "laby", ale za to pracowity miesiąc. Trzeba sobie jakoś radzić :)
Powiem Wam, że ostatnio nie ma dnia, żebym czegoś nie piekła (taaak.. nawet do 1 w nocy, czekając aż galaretka stężeje.. i potem przypominasz sobie dlaczego nie robisz ciast z galaretką.. :D), ale to są jakieś stare przepisy, które już tutaj dawno są..
Bo rodzina lubi, bo wiesz że wyjdą, bo wiesz, że nie masz czasu bawić się w wymyślanie :(
No niestety- szara rzeczywistość.. Ale postaram się Wam tutaj zaszaleć z nowościami, tylko trochę się odkuj ;)

To dzisiejsze ciacho powstało bo mój Mistrz Naleśników miał urodziny! I w końcu mogliśmy spędzić je razem <3 Postanowiła, że upiekę mu tort, w którym postaram się połączyć jego ulubione smaki (nie mam na myśli tutaj snickersa i chipsów- bo takowe też są) z kategorii ciasta, ale w ciut innej formie niż znał do tej pory :)
Powiem Wam, że to ciasto zaskoczyło mnie całkowicie!
Dawno, daaawno nie jadłam tak dobrego, wyważonego w smaku torcika, który dosłownie rozpływał się z ustach tworząc idealną symfonię smaków..
Biała czekolada, migdały i lekko kwaśne maliny..
Powiem Wam- bomba!
No i to ciacho.. delikatne, puszyste.. raj! :)
No nie znam osoby, która mogłaby się oprzeć temu deserowi! Toć to idealnie ciacho dla smakoszy słodkich ciast, a jednocześnie dla tych, którzy przesłodzenia nie lubią :)

Nieskromnie go opisuje, ale niestety tak muszę!
Wieeem.. ma trochę kalorii, ale w urodziny podobno się ich nie liczy!
Musicie spróbować go obowiązkowo! :)
Obiecujecie?

Tort z białą czekoladą, migdałami i malinami

Składniki (24cm tortownica):
Ciasto
- 300g białej czekolady
-250ml śmietany kremówki
-5 jajek
120g cukru
-250g serka mascarpone
-1 szklanka zmielonych migdałów
-300g malin (świeże, lub mrożone)
Krem
-250ml śmietany kremówki
-2 łyżki cukru pudru
-100g malin (polecam świeże, mogą być mrożone, ale wcześniej odmrozić je należy)

Wykonanie:
Ciasto
Składniki w temperaturze pokojowej.
W niewielki garnuszku podgrzać śmietanę kremówkę, do czasu wrzenia. Następnie zdjąć z palnika, dodać połamaną czekoladę.
Odstawić na 2 minuty, a po tym czasie całość wymieszać do uzyskania jednolitej masy.
Odstawić na bok, do lekkiego przestudzenia, ale ma zachować płynną konsystencję.
Żółtka utrzeć z połową cukru do uzyskania puszystej, jasnej masy- około 5 minut.
Następnie dodać mascarpone, czekoladę oraz migdały- zmiksować do połączenia składników.
W osobnej misce ubić białka, dodając pod koniec ubijania pozostałą część cukru łyżka po łyżce.
Wmieszać je delikatnie do pozostałego ciasta.
Spód tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia, a boki nasmarować masłem.
Do formy wylać ciasto, wyrównać a na jego wierzchu poukładać maliny.
Całość piec w nagrzanym do 180 stopni piekarniku, około 45 minut.
Studzić w uchylonym piekarniku, a następnie schłodzić minimum 4 godziny w lodówce (najlepiej na noc).
Ciasto lekko opadnie, ale powinno!
Krem
Śmietanę kremówkę ubić na sztywno pod koniec dodając cukier puder, a następnie maliny.
Całość
Na schłodzone ciasto wyłożyć gotowy krem. Można przyozdobić malinami.









Smacznego!

Faszerowaa cukinia mięsem z kurczaka. Pomysł na faszerowaną cukinię.

Dzieeeń dobry bardzo! :)
Jakże sobotni poranek? Ja wstałam baaardzo wcześnie, napisałam do Was i właśnie mykam na pobliski Targ po świeże warzywa, owoce.. <3
Uwielbiam to miejsce, choć już trochę straciło na znaczeniu..
Pamiętam za młodu, jak jako mały dzieciak jeździłam z mamą najwcześniejszym autobusem (potem autem :D), wchodziło się jeszcze na miejsce, gdy było mniej ludzi, a tam starsi państwo (często z pomocą własnych dzieci) rozkładało różnego rodzaju skarby z własnych ziem uprawnych :)
A ten zapach podczas spaceru między poszczególnymi stanowiskami- szok!
Tutaj koperek, tam nakrojone śliwki (że nie robaczywe), obok pachniała nać pietruszki.. i nawet pomidor, oj tak! Pomidor, ten prawdziwy też ma silny zapach :)
Teraz już bardziej skomercjalizowany Targ, ale my zawsze idziemy do tych samych ludzi, którym wiemy, że możemy zaufać, a i oni nas już kojarzą ;)
Tak jest najlepiej, bo wiem, co jem :D
A ktoś z Was kupuje na targu? Albo w jakimś warzywniaku? :)

Jakże szybko mijają mi dni :O Na prawdę nie mam bladego pojęcia, gdzie one są :O
A wypad do Pragi? Nie zawiodłam się w 100%! Piękna, klimatyczna, z cudownymi uliczkami.. troszku wyobraźnia podpowiadała mi, że podobna jest do Rzymu-ale nie umiem tego potwierdzić.
I co mnie zdziwiło- stolica ta jest bardzo górzysta. Co rusz trzeba było wspinać się pod górkę, a myślałam, że to bardziej płaski teren.
Jedyny minus- zbyt wielu turystów, haha :D
A no i jak piwa nie lubię- tak uwaga!- czeskie przypadło mi do gustu ;) także źle nie ma:) Ale fanką knedliczków, smażonego sera czy gulaszu nadal nie zostanę :D
Także każdemu serdecznie poleca Pragę- chyba nikt się nie zawiedzie :)

Przechodząc do tak zwanego punktu kulminacyjnego tego postu, powinien pojawić się przepis.
Pewnie wielu z Was widziała go już gdzieś, o ile nie robiła :)
Mój powstał z braku laku, kiedy było bardzo mało czasu na gotowanie (w tle leżało 50kg ogórków do tworzenia przetworów zimowych), a chęci na dobre żarełko bardzo dużo :D
Zobaczyłam, że właśnie na owym targu mama nakupiła bardzo dużo cukinii- a ja nie lubię kiedy coś się marnuje. Bo sądząc po ilości, nie zużyłabym jej do moich owsianek, omletów nawet przez 3 tygodnie :D
Dlatego przypomniało mi się, że gdzieś mignął mi pomysł, aby uczynić z niej bazę do pysznego obiadu.
Tak więc poruszyłam zwojami w mym mózgu i powstał obiad.
Nawet okazało się, że nie byle jaki ;)
Połączenie smaków bardzo trafne i o dziwo- smakowało nawet memu ojcu- który jaka dość duża konserwa smakowa- przyjął przepis z uśmiechem i dokładką :D
Cukinia cudownie zmiękła, przeszła aromatem lekko pikantnego mięska i czosnku. Na wierzchu dla smaku trochę sera żółtego.
Idealnie sprawdził się tutaj sos czosnkowy- wzmocnił smak całości.
Powiem Wam, ze osobiście bardzo przypadł mi do gustu ten obiadek i powtarzałam go już kilkakrotnie, bo o dziwo- nie zajmuje wiele czasu.

Może pokusicie się na sobotni, lub niedzielony obiad? :)

Faszerowana cukinia mięsem i pomidorami

Składniki:
Farsz:
-0,5k mięsa mielonego z kurczaka
-3 ząbki czosnku
-3-4 duże pomidory
-1 cebula
-ok 300g pieczarek
-0,5 puszki kukurydzy, lub 1 kolba
-3 suszone pomidory
-wegeta domowa,pieprz,papryka słodka,przyprawa cygańska, majeranek, kminek, pieprz ziołowy, zioła małgorzatki, oregano, bazylia
Cukinie:
-ok 3 sztuk cukinii, dość dużej, lub 4 średnie
-czosnek
-sól, pieprz
-kilka plastrów sera żółtego

Wykonanie:
Na suche patelni umieszczamy mięso, pokrojone pieczarki oraz cebulę.
Czosnek przeciskamy przez praskę i również dodajemy.
Pomidory parzymy, obieramy ze skórki i kroimy na mniejsze kawałki.
Całość dusimy (można lekko podlać wodą) do uzyskania sosu z pomidorów, ale bardzo gęstego, ok 15 minut.
Doprawiamy do smaku.
Następnie dodajemy ziarna kukurydzy i pokrojone pomidory.
W tym czasie nagrzewamy piekarnik na 200 stopni.
Cukinię kroimy na pół, wydrążamy środek zostawiając ok 0,5 cm od brzegów.
Solimy, pieprzymy i nacieramy czosnkiem środek cukinii.
Następnie nakładamy farsz, przykrywamy (wedle uznania) plastrami sera.
Gotowe układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, lub folią.
Całość zapiekamy ok 15-25 minut.
Podajemy ciepłe, np z sosem czosnkowym.





Smacznego!

Pizza na spodzie z kalafiora. Pizza fit z kalafiora :)

Hey-ho, Hey-ho, na bloga by się szło... :D
Witam Was! :)
W tym codziennym natłoku na prawdę staram się znaleźć czas, ale on gdzieś tak przewija mi się między tymi palcami, że ja nie wiem!
I choć na portalach Fb, Instagramie częściej się udzielam- to dlatego, że to zajmuje 7 razy mniej czasu ;)
Więc gdy tylko znajdę chwilkę spieszę do Was!

Jak mijają Wam te "letnie" dni? Pogoda się z nami coś w tym roku nie pieści, tylko zalewa nas raz falą upałów, raz deszczów i podtopień.. czyżby sama miała jakieś zaburzenia nastrojów? :D
Mnie denerwuje jedynie to, że zawsze wybiera te deszczowe, kiedy ja pranie mam zrobione! Też tak macie? :)
W pracy jakoś daje radę, zaraz kończy mi się szkolenie i bladego pojęcia nie mam, jak ja dam sobie rady sama:O Ale no.. jakoś będę musiała ;)

W weekend wybieram się na dwa dni do Pragi, ma ktoś pomysł czego powinnam tam spróbować? :) Tylko proszę- nie piszcie mi, że knedliczków albo smażonego sera, bo to całkowicie wykluczam :D
Niestety-nie jestem wielką fanką tego dania :(

Swoją drogą wiadomo- jak weekend to i grzeszki jedzeniowe wpadają..! O zgrozo, a potem te wyrzuty sumienia..
Choć znalazłam od tego mały unik.. ciekawi? :D
U mnie w domu ostatnio naszło wszystkich na pizze, a że ja staram się trzymać fason stwierdziłam, że passuje i obiad jem inny :)
I takim oto sposobem w kuchni zostały zajęte dwa blaty:
pizza na pszennym spodzie vs. pizza na kalafiorze!
No bo dlaczego by nie spróbować? :) Koniec końców internety widziały już takie dania, a ich autorzy nadal żyją :D
Tak więc poczytałam różne przepisy, wybrałam dla siebie idealną opcję i wzięłam się do pracy ;)
Powiem Wam, że trochę z duszą na ramieniu robiłam tą pizze, no bo jednak.. bałam się, że kalafior albo się rozpadnie, albo będzie tak intensywny w smaku, że zepsuje całość..
Zapach podczas pieczenia?
Boski <3
Pierwszy kęs?
To jest z kalafiora?!
Połowa pizzy za mną?
Jem daaalej :D 
W swojej pizzy kawałki kalafiora starłam na tarce o małych oczkach, ale myślę, że zblendowanie byłoby lepsze, kolejnym razem wypróbuję właśnie z blenderem :)
Nie oszukując Was ani trochę- pizze zjecie najlepiej nożem i widelcem, pięknie pachnie ziołami, smakuje wyśmienicie:)
Jednak- nie spodziewajcie się smaku pszennego spodu, bo takowego nie uzyskacie ;) Wiadomo, że nie będzie to w 100% oryginalna pizza, ale prawie, że jej idealne odzwierciedlenie :)
W swoim wypieku użyłam bardzo mało sera (ok 15-25g), jeżeli jednak nie pilnujecie swojego rozłożenia makro, aż tak bardzo restrykcyjnie- dajcie ile lubicie :)

Pozytywnie się zaskoczycie, uwierzcie mi! :)
Ktoś chętny do spróbowania? :D

Pizza na spodzie z kalafiora

Składniki:
-1 mały kalafior/0,5 dużego
-20g płatków owsianych zmielonych
-1 jajko
-10g sera żółtego/mozzarella (opcjonalna ilość)
-przyprawy: oregano, bazylia, sól, pieprz (nie żałować sobie ilości!)
Dodatkowo:
-kurczak (wcześniej podduszony w przyprawach)
-pieczarki (najlepiej wcześniej podduszone)
-brokuł (al dente)
-kukurydza
-sos pomidorowy
-co kto lubi :)

Wykonanie:
Kalafior zetrzeć na tarce o małych oczkach, lub zblendować.
Dodać zmielone płatki, jajko, ser i przyprawy.
Całość dobrze wymieszać.
Na blaszce wyłożonej papierem formujemy placek i pieczemy w nagrzanym do 200 stopni piekarniku ok 15-20 minut.
Następnie wyjmujemy, smarujemy sosem, posypujemy dodatkami i np. serem.
Całość zapiekamy jeszcze jakieś 10 minut, do stopienia się sera.
Zajadamy ciepłe, lub zimne :)




Smacznego!