Grillowany kurczak w sosie sojowym. Zdrowsza wersja piersi z kurczaka na obiad.

Sobotnie dzień dobry baaardzo! :) Czyżby to już weekend majowy trwał? :)
Ulala.. kto by to pomyślał.. jeszcze początkiem tygodnia było taaak daleko do wolnego, a tutaj już nam się rozpoczyna pierwszy dzień :)

Macie słoneczko? Dobre humoru? Pozytywne nastawienie?
Bez tego ani rusz w codzienność, dlatego jeżeli ktokolwiek miałby zjazd samopoczucia..
Biegiem-marsz do łóżka, zamknąć oczy, pomyśleć o najlepszej rzeczy/wspomnieniu w Waszym życiu i wstać prawą nogą! :)
Od razu będzie lepiej <3

A co u mnie? Majówka najpierw miała być we Lwowie, potem w Pieninach.. ostało się, że na razie jestem w domku, a być może wyląduje w Pradze, ale.. tego nikt nie wie :D Grunt to być dobrze zorganizowanym, ale jeżeli chodzi o wyjazdy.. lepiej sprawdzam się w codzienności, niż w kompletowaniu plików wyjazdowych ;D
Choć nie powiem- miałam okazję ostatnio być zaproszona do znajomych na ognisko, w totalnej wsi odciętej od świata, blisko gór.. Jak poszliśmy na spacer widzieliśmy Babią Górę (mimo że był to Pcim!).. Powiem Wam, że te klimaty, ten zapach, ten strzelający ogień...
To jest coś czego nie można zastąpić niczym, dosłownie..
Żadna impreza w klubie, nasiadówa w domu, czy wypad na pizze do restauracji- nie zastąpi natury, tego czego nam oferuje i czasu spędzonego na rozmowie, wspomnieniach..
Miejsc, gdzie zasięgu nie ma teraz w ogóle- chyba już nie istnieją, ale taki jeden, dwa dni offline przydatne byłoby chyba dla każdego :)
Ja dzięki temu krótkiemu wypadowi zauważyłam jak wiele:
* zyskałam, dzięki dzieciństwu bez telefonu
*zyskałam, dzięki wychowywaniu się na osiedlu pełnym dzieci
*zyskałam, dzięki dzieciństwu bez komputera/laptopa
*nauczyłam się, spędzając zwykłe dni na zewnątrz i korzystając z placu zabaw, gry w chowanego itp..
No i ognicho! <3 uwielbiam ogniska i preferuję je 100000% razy bardziej niż grille. Tam kładzie się na ruszt i przewraca, koniec.
A tutaj? Trzymasz patyka, pilnujesz, żeby nie spadło do ognia i potem jesz, jak ludzie z epoki kamienia łupanego:D
Ale klimat jest!

Ej dooobra, kończę bo się zachowuje jak starsza babcia ;D a mam dopiero 22 lata.. <3 
Także czas narzekania, wspomnień młodzieńczych lat mam jeszcze przed sobą :)

A jak Wasze plany majówkowe? Jakiś wypad, wycieczka, spotkanie rodzinne?
Bo gdybyście planowali grilla, a gdyby jednak pogoda nie wypaliła (tfu, tfu!), albo musielibyście spędzić dzień w pracy, a zamarzył by się Wam grill, to ja mam bardzo świetne wyjście z tej sytuacji! :)
Skorzystajcie z mojego dzisiejszego przepisu, a uzyskacie:
*smak grilla bez wychodzenia z domu
*soczystą pierś z kurczaka
*kawał dobrego mięsa
*pyszny obiad
*niskokaloryczne danie, idealne na diecie
:D Czego chcieć więcej? :)
Wystarczy odrobina przypraw, 5 min czasu i mamy cudowny, aromatyczny posiłek :)
Kto skusi się tym razem?
U mnie dodatek gotowanych warzyw, ale możecie zrobić pieczone na ruszcie, w piekarniku.. może być to kiszona kapusta, czy pekińska z rzodkiewką i dressingiem :)
Ważne, aby było smacznie! :)




Grillowany kurczak z warzywami

Składniki:
-1 pierś z kurczaka
-sos sojowy
-pieprz 
-papryka słodka
-przyprawa cygańska
-czosnek
*ulubione warzywa

Wykonanie:
Wszystkie przyprawy wymieszać z piersią z kurczaka.
Czosnek obrać, przecisnąć przez praskę dodać do kurczaka. Całość dobrze wymieszać, trzymać w marynacie minimum 15 min, maksymalnie24h.
W czasie gdy kurczak się marynuje, można upiec warzywa w piekarniku, ugotować ziemniaki, ryż, lub inną kaszę.
Zamarynowanego kurczaka kładziemy na rozgrzanym elektrycznym grillu i poddajemy go obróbce około 3-5 minut.
Następnie podajemy na ciepło.






Smacznego!

Polędwica zapiekana z brukselką i ziemniaczanym puree

Witam, witam! Ojej.. trochę czasu minęło od ostatniego postu, ale cóż- brak czasu, nawał nauki się tak właśnie na mnie, na Was (!!) odbija..
Przepisy gdzieś tam przygotowane, ale no- jak wiadomo- nie umiem po prostu wstawić tutaj postu, żeby coś do Was bezsensu nie poskrobać ;D
Jakże mijają Wam dni?
Mnie co dzień pogoda nabiera, bo widzę cudowne, bezchmurne niebo, słoneczko świecąca.. Wychodzę więc na zewnątrz, krótki rękaw, krótkie spodenki, a tutaj co?!
Zimno! oj tak, można się jeszcze nieźle nabrać.. :)
Też tak mieliście?

U mnie nawał obowiązków na chwilkę zniknął, skończyłam kolejne szkolenie z treningu siłowego w AMS, teraz zbliża się weekend majowy, a więc mam nadzieje być tutaj o wiele częściej :)
Cieszycie się? haha :D
Ostatnio mam fazę na dodawanie śniadań na Instagrama, także zapraszam Was tam- zapomniany aparat gdzieś uciekł. :(
Ale jeżeli nie macie nic przeciwko, aby to było tylko jedno zdjęcie mogę Wam "sprzedać" kilka pomysłów na pyszne śniadania ;)
Ale to już zależy od Was- musicie dać odzew ;)

Wiem, wiem- dodam przepis ze świątecznego stołu, ale.. no! :) Idealnie nadaje się na niedzielny, czy nawet tygodniowy obiad :)
U mnie tworzyliśmy go już trzy razy, za każdym nas zachwycał.. <3
A swoją drogą! Pamiętacie z dzieciństwa, albo i z aktualnego czasu swoją niechęć do brukselki?
Takich zielonych kulek ugotowanych w zupie, pływających... i straszących! I ten wzrok rodzica, który czeka, aż zjemy całą zupę, caluśka..
Właśnie!
To także moja trauma, choć rodzice nie zmuszali mnie do niej, bo sami średnio za nią przepadali, ale..
Pamiętam do dzisiaj, jak siostra wyczytała w pewnym wieku w czasopiśmie na czasie, że brukselka odchudza! Błagała mamę o ugotowanie jej i potem cała rodzina musiała się męczyć.. :D
Podsumowując- nie wyszło.. Zapamiętana została jako zielone, niedobre tworzywo, którego unikamy na jak największą odległość.. :D

I tak minęło kilka dobrych lat.. Aż tutaj pewnego dnia mama oglądając telewizję natrafiła na przepis z jej wykorzystaniem. A że podane było pięknie tak też i ja dostałam 30 min później telefon, iż w weekend czynimy razem obiad ;)
A cóż to będzie?
Otóż to.. największy wróg domu w roli głównej! Dodatkiem będą pieczarki, polędwiczka i ziemniaczki.
Podchodziła sceptycznie, bo jak to pieczone tak w piekarniku, takie pureee?
Ee... no średnio.. Ale ciekawość wzięła górę i..
najgorsza część całość- łupienie brukselki.. :O Oj tak! Dzięki temu, że ją "listkujemy" (nie wiem jak inaczej mogłabym to nazwać.. :D), każdy płatek staje się swoim wielkim ja, staje się jednocześnie całością, ale i indywidualistą :D
Poza tym- listki są smaczne, ale takie kulki nadal kojarzyłyby mi się z dzieciństwem, więc unikamy starych nawyków.. :D
Ale doszło do połączenia całości, zapieczenia i.. konsumpcji!
Mówię Wam- pierwszy zapach masy brukselkowej- zniewalał.. wyjadałam łyżką z patelni <3
Całość? Cudownie skomponowana.. lekko pikantne puree idealnie komponowało się z delikatną masa pieczarkowo-brukeslkową.. do tego dobry kawał mięcha- polędwiczka <3
Mówię Wam- cuuudo <3
Pozytywnie zostałam zaskoczona takim obiadem i to nie tylko ja! :)
Takie połączenie smaków na prawdę przypadnie do gustu każdemu- musicie się skusić! :)
Danie dość szybkie (nie licząc łupienie brukselki..:D), bo w czasie gotowania ziemniaków przygotowuje się brukselkę czy polędwiczkę.
No połączenie smaków- mega! :)

Kto ciekawy i się skusi? :)



Polędwica zapiekana z brukselką i ziemniaczanym puree

Składniki:
-1 polędwica
-500g brukselki świeżej
-1 duża czerwona cebula
-300g pieczarek
-ok 500g ziemniaków (jak do obiadu;) )
-3 łyżki śmietany 18%
-1 łyżka masła (opcjonalnie, jeżeli lubicie bardzo, bardzo puree)
-2 łyżki musztardy chrzanowej
-przyprawy: papryka czerwona, pieprz, sól

Wykonanie:
Polędwicę natrzeć pieprzem.
Ziemniaki obrać, ugotować w lekko osolonej wodzie. Następnie zgnieść na puree wraz z śmietaną, papryką czerwoną oraz musztardą. Odstawić.
Brukselkę rozdzielić na osobne listki, a środek (ten malutki) przekroić na pół.
Następnie opłukać i umieścić na patelni.
Pieczarki pokroić w cienkie plasterki, dodać na patelnię.
Czerwoną cebulę obrać, poszatkować i dodać do brukselki.
Razem wszystko poddusić na 1 łyżce masła, aż brukselka zmięknie, pieczarki nie będą surowe, oraz doprawić solą, pieprzem, ziołami małgorzatki.
Gotową masę odstawić.
Na dużej patelni rozgrzać 2 łyżki oleju rzepakowego i obsmażyć na złoto z każdej strony, tak aby zamknąć jej pory.
Duże naczynie żaroodporne wyłożyć puree ziemniaczanym, na to równomiernie ułożyć brukselkę z pieczarkami.
Gdy polędwiczka lekko przestygła pokroić ją w plasterki (ok 2-3cm)- nie wcześniej, aby soki nie wypłynęły!
Plastry polędwiczki ułożyć na brukselce i całość zapiec ok 10 minut w 2oo stopniach.
Podawać ciepłe.











Smacznego!

Owsiano-kokosowe ciasto z nadzieniem kakaowo-jabłkowym. Jednoporocjowe ciasto na śniadanie.

Poniedziałkowe dzień dobry! :) 
Uśmiech na twarzy widzę u każdego- to rozkaz! :) Osobiście cieszę się, że weekend już dobiegł końca.. No ja nie wiem, co mi było od soboty miałam tootalny spadek energii :O 
Nie wiem, co się stało- przyjechałam do domu w piątek, w sobotę włączyły się zakwasy, był więc basen-ale potem? 
Potem szukałam tylko miejsca, w którym mogłabym się schować :O Nie wiem, co się stało- mam nadzieje, że dzisiaj nowy dzień, nowy tydzień i nowy zapas energii :) Myślę, że to przez tą pogodę (od 3 dni na południu Śląska pada!), ale od dzisiaj zapowiadają poprawę.. :) Liczę więc, że prognozy się spełnią.. :)
Zeszły, ciężki tydzień minął- ten zapowiada się luźniej no i weekendowe szkolenie <3 taaak bardzo już nie mogę się doczekać <3 Ahh..! :)
Aktualnie przez moją dietę bardzo mało gotuję przepisów nadających się do publikacji tutaj, dlatego będę musiała korzystać z zapasów :)
Gorzej tylko, że nie zawsze pamiętam przepis :( Mam nadzieje, że uda mi się wszystko przypomnieć ;)

A jak u Was? Przypominam, że majówka zbliża się wielkimi krokami :)
Grille odkurzone? Meble ogrodowe odkopane z czeluści garażu? :) hah! no właśnie za to wszytsko teraz należy się wziąć, bo jak nie teraz to kiedy? :)
Ahh.. tęskno mi już do tych letnich temperatur.. :D
Choć powiem Wam, że ostatni tydzień tak mnie zaskoczył, że w akademiku nie miałam żadnej letniej odzieży i musiałam paradować w krótkich spodenkach od.. pidżamy ;D

Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić propozycję bardzo pożywnego, bogatego w błonnik i wartości odżywcze śniadania :) O dziwo- jest ono słodkie, nie ma nic wspólnego z naleśnikami, czy owsianką.. :) Czyżbyście mnie już na tyle znali? ;)
Tak, tak! To znowu jednoporcjowe ciacho.. <3 Jestem zakochana w takich wypiekach, nic nie mogę poradzić niestety na to..
Ale za to wy możecie korzystać! :)
Jedyny problem jest taki: gdy pieczecie go wieczorem, tak jak ja, macie ogromny problem z wytrzymaniem do rana..! Jakże ten zapach zniewala i korci.. <3
mmmm.. Ale, jeżeli nie śpicie w pobliżu kuchni- polecam śmiało przygotować wieczorem, a rano mieć błogie śniadanie :)
Głównym składnikiem jest tutaj uwielbiana przeze mnie mąka kokosowa.. :) Są też owocki pod postacią jabłka i ten niby krem, który powstał z kakao- cud, miód, malina!
Zaczęłam sobie taki szykować do wszystkiego, bo na prawdę- jest geeenialny! :) Bez dodatkowych cukrów, sam w sobie świetnie sprawdzi się zarówno do naleśników, czy kasz na śniadanie ;)

Mmm.. dla mnie wypiek do powtórzenia, Was ogromnie zachęcam <3
A jeżeli nie przepadacie za słodkimi śniadaniami- obowiązkowe na podwieczorek, lub do popołudniowej kawy! :)


Owsiano-kokosowe ciacho z kakaowym jabłkiem (jednoporcjowe)

Składniki:
-20g płatków owsianych pełnoziarnistych
-30g mąki kokosowej
-jedno średnie jabłko (u mnie 120g)
-3g kakao (tego do wypieków)
-1 łyżeczka proszku do pieczenia
-15g białka opcjonalnie!! (u mnie smak: wafelkowy)--> jeżeli bez, należy dodać jakiegoś ulubionego słodziła, typu: syrop, cukier, miód, itp
-cynamon, ulubione przyprawy

Wykonanie:
Płatki owsiane wymieszać z cynamonem i  zalać wrzątkiem do 0,5cm ponad ich poziom. Odstawić na ok 20minut, aż wchłoną większą część płynu, lub całość.
Jabłko obrać i całość zetrzeć na tarce o grubych oczkach.
Połowę dodaj do płatków owsianych, a resztę wymieszaj z kakao.
Do płatków i jabłek dodać mąkę kokosową i białko. Całość zmiksować/wymieszać do uzyskania jednolitej masy.
Kokilkę nasmarowaną, lub wyłożoną pergaminem napełniamy połową masy, na to wykładamy nadzienie kakaowo-jabłkową i przykrywamy pozostałym ciastem.
Na wierzchu układamy jabłka, orzechy- co kto lubi :)
Całość zapiekamy ok 20-25minut w 180 stopniach.
Spożywać lekko ostudzone, lub zimne- nie gorące!







Smacznego!

Sałata z łososiem, camembert i sosem musztardowo-miodowym. Mix sałat z ryba i warzywami

Witam, witam i o zdrowie pytam! :)
Jak tam u Was dni mijają? Ahh.. ja korzystam ile mogę :) Teraz tak długo jest jasno, tak długo można korzystać z większej liczby rzeczy :) Chce się żyć!
Choć nie powiem- taki nagły skok temperaturowy to lekki szok termiczny dla mnie był, haha :)
Gdzieś zauważam, że po drodze zanika nam jesień, wiosna.. Coś mi się wydaje, że teraz pozostanie nam już tylko lato i zima :O
Ocieplenie klimatu i takie tam sprawy.. :)

Zbliża się weekend majowy- całe szczęście :) Chwila wolnego przyda nam się wszystkim :)
Osobiście zapisałam się teraz na szkolenie trwające dwa tygodnie, więc mój weekend będzie trwał aż 7 dni, bez wolnego to taka pauza przyda się totalnie :)
Zauważyłam, że mniej tutaj pozostawiacie śladu po sobie, no niestety :(
Ja nie mogę wchodzić już tak często do Was na blogi, czytać każdego przepisu- dlatego i Was rozumiem :) Mam nadzieje, że jednak nie działa to na zasadzie ząb za ząb, oko za oko.. ;)

W Święta w rodzinie nie mogli wytrzymać z moim gadulstwem- czyżby za mało ze mną przebywali ostatnio? :D Także  no, Was będę tym zajmowała, haha.. :D
Ostatnio przeszłam pod opiekę sportową do Trenera i powiem Wam- wow.. Ależ duże zmiany żywieniowe u mnie :) Chyba jeszcze nigdy nie zjadłam w ciągu całego tygodnia tyle mięsa i kasz co podczas mojego życia :D
Oczywiście, żeby nie było- tylko się śmieje, ale faktycznie- dość zaskakujące to dla mnie było :)
I w pierwsze dni miałam problem ze zmieszczeniem tego w moim żołądku, haha.. :D
Bo przecież nawet w diecie redukcyjnej nie chodzi o to, aby odczuwać głód! Prawidłowo dobrana dieta będzie zawierała takie składniki, takie połączenia, które mimo zmniejszenia kaloryczności całodobowej człowiek będzie syty cały dzień :)
Ale co ja Wam się tutaj o takich pierdołach rozpisuje.. :D

No, a swoją drogą to planujecie coś na majówkę? :) Mam nadzieje, że pogoda wypali, bo znając szczęście..
Dwa dni przed i trzy dni po będą upały, a majówka deszczowa, haha :D
Nie no, nie kraczę, bo potem zwalicie na mnie winę i to ja będę miała przechlapane.. :D

Wiecie, że uwielbiałam swego czasu mixy sałat z różnego rodzaju dodatkami? :)
Pewnego czasu jednak, zdążyła się nie miła rzecz, i mix stała musiałam odstawić na baaardzo, baaardzo długo! Ale, ale ostanimi czasy jakoś tak zobaczyłam je w sklepie i tak bardzo mi się zachciało.. <3
Choć mówią niektórzy, że one bardzo nasączane są to jakoś mimo wszystko sięgnęłam i ja.. :)
I nie pożałowałam.. :) Może to jeszcze nie wróciło to wielkie uwielbienie, ale.. to ten smak :)
Choć najmniej smakuje mi w tej mieszance taka czerwona sałata- nie wiem, czemu ale no.. wydaje mi się gorzka? Też tak macie? :O
No, ale przechodząc do emritum..
Mix sałat, trochę przepysznej wędzonej rybki, trochę sosu, trochę cudownego serka camembert.. <3
Omnomn..! Połączenie wyszło ge-nia-lne!
Oczywiście całość musiała zostać posypana domowymi kiełkami, bez tego ni rusz! :)
Połączenie dość banalne, ale za to bardzo smaczne :)
Jako sos zastosowałam musztardę z miodem, cytryną i solą z pieprzem- lekko pikantny, ale orzeźwia całość smaku :)
Także obiad pierwsza klasa..
Polecam Wam serdecznie- smacznie, szybko i pożywnie :) Nawet na kieszeń studencką ;)



Sałatka z łososia i camembert z sosem musztardowo-miodowym

Składniki:
Sałatka
-ok 300-400g mixu sałat
-50g łososia wędzonego
-40g camembert z bazylią
-2 średnie rzodkiewki
-część pomidora
-ogórek konserwowy/świeży
-kiełki
-sól, pieprz, przyprawa włoska
Sos
-2-3 łyżki ostrej musztardy
-1 łyżka miodu
-1-2 łyżeczki soku z cytryny
-sól, pieprz

Wykonanie:
Mix sałat opłukać.
Pomidora, rzodkiewkę oraz ogórka pokroić wedle upodobania. Dodać do mixu sałat i dokładnie wymieszać.
Ułożyć na talerzy, na wierzch pokroić ser camembert oraz łososia.
W małej miseczce wymieszać wszystkie składniki na sos.
Gotową sałatkę polać sosem.







Smacznego!

Owsianka z kakao i jabłkiem. Płatki owsiane na śniadanie :)

Witam, witam! :) Mamy oficjalnie już wiosenne godziny, czas i pogodę! :) 
Możemy wykonać taniec szczęścia, uśmiechać się częściej i czerpać radość z życia :)
Ahh.. :)
A jak tam u Was po Świętach? :) Nastroje dooobre? Brzuszek pełny?
Ja nie wiem, co mi się stało w te Święta, ale mogłam jeść i jeść i jeść.. i nie byłam przejedzona! Co nie znaczy, że nie odbyło się to na moim brzuchu, czy ogólnie :D Wydaje mi się, że co nieco przybyło, ale walczymy z tym dalej ;)
Trzymam tak zwaną czystą michę teraz, haha ;)
A jak u Was? :)

Swoją drogą hasło "święta, święta i po świętach" wkurza mnie bardzo, aczkolwiek.. tak jest! Miało być wolne, cieszenie się rodziną, spotkaniami.. A ja się pytam, gdzie to wolne? Toć ja nie zdążyłam się rozpakować, a na nowo torby musiałam pakować.. :D
Plus: cały piątek spędziłam w kuchni i mimo, że troszku zapierdzielu miałam to ciasta smakowały, wszystkie poszły.. <3
A jak u Was, udały się wypieki rodzinne?
Śledziliście snapchata, w którym pokazywałam Wam jak przygotować Paschę od podstaw oraz inne wypieki? :)

Moje uzależnienie od orzechów rośnie.. od masła orzechowego potęguje.. :O Ratujcie mnie, bo już nie wiem, jak sobie z tym radzić ;)
Haha, na prawdę- potrafię je jeść łyżkami (ale dosłownie..), potrafię je jeść na waflach, albo po prostu dodawać nawet do obiadu.. :O
To się nazywa choroba już chyba..
haha, swoją drogą- ja Was zajmuje swoimi "problemami" z masłem orzechowym, a notatki za mną, aż wołają..
No tak- bo zbliża się okres, w którym Salvador nie dość, że na uczelni po 10h siedzi to jeszcze ma po 7 zaliczeń/kolosów tygodniowo..
Możecie mnie wspierać, nie obrażę się ;)

A wiecie, co naajlepiej sprawdza się na super śniadanie, kiedy wiesz, że na uczelni/w pracy spędzisz kolejne minimum 7h? :)
Coś co syci, ale nie daje niekomfortowego odczucia. Coś co nie ciąży na żołądku, po prostu wypełnia go zdrowymi składnikami ;)
A no tak! Myślimy chyba o tym samym.. owsianka <3
Znana na milion sposobów: gotowana, pieczona, w formie omletu, batona..
A ja dzisiaj klasycznie chciałam Wam przekazać :)
Gotowana na wodzie/mleku ale z dodatkiem jabłka i kakao (wersja podstawowa) oraz z syropem daktylowym (wzbogacona, moja :D)
Ależ jaka pyszna wyszła :) Pachniała jak najlepszy budyń mamowy ręcznie tworzony :)
Mmm.. do dzisiaj mam ochotę na drugą taką, ale inne pomysły też trzeba wypróbować :)

Może się skucie? Pyszna, aromatyczna, czekoladowa.. <3

Owsianka z kakao i jabłkiem

Składniki:
-40g płatków owsianych (nie błyskawicznych)
-4g kakao zwykłego, bez cukru
-1 średnie jabłko
-2 łyżeczki syropu daktylowego
-cynamon (opcjonalnie)

Wykonanie:
Połowę jabłka obrać, zetrzeć na tarce.
Płatki owsiane wraz z połówką jabłka, kakao i syropem (oraz cynamonem, jeżeli używany) zalać wrzątkiem i ugotować na gęstą masę. Jak kto lubi płatki owsiane, nie musi być  bardzo gęsta, tudzież lejąca :)
Gotową owsiankę przełożyć do miseczki, udekorować pozostałym jabłkiem.
Jeść :D









  

Smacznego!

Najpopularniejsze fakty i mity na temat odżywiania.

Witam, witam!
Święta już tuż, tuż- toć kilka dni zostało do poświęcenia naszych koszyczków i Wielkiej Niedzieli- ze wspólnym, obfitym śniadaniem :)
Tak samo jak w Wigilię tak i podczas tego Świątecznego Śniadania na stole gości wiele zdrowych produktów typu: jajka, rzeżucha, żurek (szczególnie na domowym zakwasie), chrzan czy słodka pascha :)
Wiadomo jednak, że nawet zdrowych rzeczy nie można spożywać w zbyt dużej ilości, dlatego polecam pamiętać o umiarze:) Wybrać mniejsze talerze, nałożyć ciut mniejszą porcję- nic się nie zmarnuje a zapewne zdążycie zjeść to jeszcze drugi, czy trzeci raz w ciągu dnia, lub Lanego Poniedziałku :)

Co u mnie? Ferwor przygotowania świątecznego pełną parą, ahh..! Na nic prawie czasu nie ma, a ja jeszcze gdzieś próbuję uciec na trening, co trochę komentuje zdenerwowana mama- że mogłabym coś pomóc.. :D Pieczenie ciast odkładam na dzisiaj i sobotę- może uda mi się Wam co nieco pokazać na snapchacie jak powstają wypieki Salvadora na Wielkanoc- bądźcie czujni :)
Pewnie zapowiem Wam to na facebook', no ale wolę uprzedzić Was tutaj :)

Ahh.. i za chwilę znowu powrót na uczelnię- aż nie chce o tym myśleć.. :D
Ale, ale- coraz bliżej wakacje.. <3 po drodze wpada jeszcze weekend majowy (dość długi w tym roku, tak mi się wydaje), więc na pewno ten czas szybko nam zleci.. <3 :)

Dzisiaj bez przepisu, bo i tak jesteście zasypywani pewnie przepisami na innych blogach. Wasze oczy nie wiedzą na czym spocząć, a głowa kalkuluje, które ciasto byłoby najlepsze.. Która pieczeń sprawdziłaby się idealnie.. No, a czy te jajka to barwić kurkumą, czy może jednak nadziać łososiem i twarożkiem? :D 
Także ja dzisiaj chciałabym uzmysłowić Wam, jak wiele mitów i faktów, krąży w Internecie na temat odżywiania!
Tak, tak- to właśnie dzisiaj przypada dzień, kiedy chce rozpocząć pierwszym postem i tematem dział Dieta i porady :)
Na początek temat zgoła dość prosty,oklepany- ale bardzo przydatny!
Wiele jest blogów, gdzie porusza się taką tematykę, ale temat często skopiowany skądś, czy bez głębszych analiz --> nie ubliżając nikomu!
Po prostu przejrzałam kilka pierwszych linków i zazwyczaj są to portale typu abc zdrowie, czy innego typu, na których można znaleźć wiele artykułów na temat zdrowia, odżywiania, czy porad, ale nie wiem, czy zauważyliście, że najczęściej są to artykuły sponsorowane..



Dlatego też i ja (choć bez sponsoringu, a z własną wiedzą i doświadczeniem) chciałam Wam wyjaśnić kilka ważnych FAKTÓW i MITÓW na temat odżywienia :)

Zapraszam do lektury!




Czarna herbata z cytryną szkodzi- FAKT/MIT

I szkodzi i nie szkodzi. Po pierwsze- witamina C zawarta w cytrynie pomaga wchłaniać się związkom lepiej w organizmie. Dlatego też, kiedy parzymy herbatę jej związki lepiej się wchłaniają, w tym także te szkodliwe, ale!
Po drugie- Jeżeli cytrynę dodamy do szklanki zaparzonej już herbaty, bez zbędnych torebek w środku, czy jej liści- wtedy na pewno wchłanianie związków szkodliwych jest minimalne, ponieważ nie ma źródła już tych związków (ukrytych w liściach, czy torebce).
Dlatego ilość tych wchłoniętych związków, które zdążyły przejść do wywaru- jest tak minimalna, że musielibyśmy pić hektolitrami taką herbatę, aby zacząć odczuwać jakiekolwiek skutki zdrowotne!
Zatem pijmy herbatę z cytryną, ale pamiętajmy- cytrynę dodajemy już do zaparzonej herbaty :)


Makaron tuczy- FAKT/MIT

Makaron tuczy-owszem.. ale jeżeli jest on spożywany w bardzo dużych ilościach i całkowicie przygotowany z mąki pszennej oraz jajek.
Prawdziwe makarony powinny być przygotowane z mąki durum oraz bez jajek. Mogą również być przygotowywane z pełnego ziarna, czy mąki razowej. I takie makarony nie tuczą.
Dlatego poleca się, aby osoby odchudzające się, dbające o własną sylwetkę spożywały te z pełnego ziarna, razowe czy mąki durum.
Nigdy zaś te z mąki całkowicie oczyszczonej pszennej i z dodatkiem jajek.




Mleko jest niezdrowe- MIT

Jeżeli od małego brzdąca dostajemy mleko, pijemy je, spożywamy- nic, a nic nam nie szkodzi. 
Jednak, jeżeli cierpimy na nietolerancję laktozy mleko będzie działało na nas negatywnie.
Osoby, które nagle odrzucą nabiał, mleko na jakiś miesiąc, dwa próbując potem ponownie do niego wrócić- również będę reagowały negatywnie. Dzieje się tak za sprawą enzymu, który trawi laktozę- spożywając produkty zawierające ten cukier organizm zmusza się do wytwarzania enzymu trawiącego go. Jeżeli jednak nagle przestanie dostarczać laktozy- organizm zaprzestanie wytwarzania enzymu trawiącego. Dlatego takie drastyczne odstawienie, a następnie bardzo szybki powrót może spowodować dolegliwości i u większości osób może zaniknąć wytwarzanie enzymu.
Dlatego powrotu do mleka, nabiału powinno zacząć się od bardzo małych ilości, wręcz jednej łyżeczki dziennie- sukcesywnie zwiększając ilość.



Ciemne pieczywo nie zawsze znaczy zdrowe- MIT 

Otóż nie! Ciemne nie znaczy wcale dobre! Najczęściej na ten kolor odpowiada: miód, karmel, palony cukier, czy słód jęczmienny. A to składniki, które wcale nie pomogą naszemu zdrowiu.
Dobry chleb to chleb ciężki, z nasionami, którego w przekroju miąższu będzie widać otręby, ciemniejsze składniki mąki.
Na dowód, że chleb z mąki razowej, czy żytniej nie jest ciemny mogą posłużyć moje chleby, które znajdziecie w przepisach :) One są na mąkach razowych, żytnich, a jakoś żaden z nich ani brązowym nie jest, ani tym bardziej czarnym ;)
Skład prawdziwego dobrego chleba to: mąki (najlepiej te z grubego przemiału), woda, drożdże/zakwas, nasiona, sól. Potem dodatkowo może znaleźć się jakiś dodatek, ale to im dalej tym lepiej :)
Nie wiecie, jaki jest skład danego pieczywa?
Poproście ekspedientkę o wykaz składników- macie do tego prawo, a oni muszą posiadać takowe u siebie w sklepie/piekarniki. Takie mamy prawo ;)


Nie wolno jeść po 18- MIT

Kolejny, utarty mit, który bardzo głęboko zakorzenił się w naszym społeczeństwie. Otóż tutaj aspekt jedzenia wieczornego jest bardzo szeroki.
Owszem- chodzisz spać około 22? To nie jedz po 18 :)
W całym zagadnieniu chodzi o to, że najczęściej spożywa się bardzo dużo na kolacje, bo przychodzi się z pracy, bo człowiek cały dzień się ograniczał i dostawał napadu głodu.. Dlatego ta 18- wszystko zdążyłoby się przetrawić.. I stąd ten problem.
Poza tym motoryka przewodu spada na wieczór- to co rano potrafi strawić się w przeciągu 2h, wieczorem może trwać nawet 2,5-3h :)
Gdyby nasze kolacje były złożone z produktów łatwostrawnych, dobrze przyswajalnych- nie byłoby problemu z trawieniem.
Dlatego najlepsze zasady są takie:
* cały dzień spożywaj małe, ale racjonalne porcje
* nie unikaj posiłków- potem będziesz cierpieć na napady głodu
* jeść co najmniej 2-3h przed snem- aby dobrze się strawiło :)
* chodzisz spać około 1 w nocy? Zjedz posiłek ok 20-20.30
* na wieczór motoryka przewodu pokarmowego spada- lepiej idź spać przed godziną 12 w nocy, a wstań tą godzinę, dwie rano wcześniej :)




Produkty typu FIT, LOW FAT, SUGAR FREE są dobre- MIT

Okey, super opcja dla osób odchudzających się, którym nagle z dnia na dzień odebrano tyle cukru.
No trochę nie fajnie, bo..
Te produkty o obniżonej zawartości tłuszczu zazwyczaj posiadają więcej cukru- dlatego też mają jakiś smak. A ich kaloryczność wcale nie jest dużo niższa.
Ludzie widząc "LOW FAT", czy "SUGAR FREE" myślą, że takie produkty mogą jeść bezkarnie. Przez co spożywają ich dużo więcej niż normalnych.
Tak samo- jeżeli chodzi o produkty "ZERO KCAL". Spożywa się ich w nadmiarze, a w głowie pojawia się myśl: "Spożyłem cole zero, to teraz mogę zjeść ciut więcej obiadu, bo cola była zero- zaoszczędziłem".. i tak popada się w błędne koło.
Wcale tak nie jest. Dla ciekawości sprawdźcie sobie skład jakieś produkty standardowego i tego samego ale light, czy low fat- i jaki efekt?




Gluten szkodzi- MIT

Kolejny, ostatnimi czasy, bardzo popularny temat. Na rynku pojawiło się wiele produktów bezglutenowych, które zalecane są zarówno osobom chorym na celiakię, jak i nie chorym.
Ale o co chodzi? O przesadę i marketing. Dosłownie.
Do tej pory wybór takich produktów był bardzo niski i ten rozgłos pomógł na szczęście osobom, które faktycznie chorują i w swej diecie glutenu muszą unikać jak ognia.
Czy jest on jednak taki zły? 
Ponownie działa ta sama zasada, co z mlekiem. U osób zdrowych, gluten powinien być trawiony bez przeszkód. Jego odstawienie spowoduje, że zaniknie enzym wspomagający jego trawienie i powrót do diety z glutenem spowoduje dolegliwości od strony przewodu pokarmowego. Zasada nie działa tutaj u osób które chorują na nietolerancję, lub alergię na gluten.
Wiadomo, że kiedyś pszenica była zdrowsza, bez GMO i środowisko było lepsze. Teraz faktycznie, te produkty są bardziej przetworzone, jak też spożywa się bardzo duże ilości pszenicy w życiu co dzienny, co przyczynia się również do tego, iż więcej osób choruje na to schorzenie.

Jednak a co dzień nie wolno popadać w skrajność: ani całkowicie go nie odrzucać, ani nie spożywać w nadmiarze, czyli nie na każdy posiłek, 7x w tygodniu :)
Starajmy się zjadać gluten, ale też wykorzystywać produkty bezglutenowe, jak np wafle ryżowe zamiast chleba do kanapek na wtorek :)
Albo zjeść ryż, czy kaszę jaglaną zamiast makaronu. Wszystko w umiarze, będzie dla nas zdrową drogą :)




Woda z cytryną wzmacnia organizm- FAKT

Co dzień rano, zaraz po przebudzeniu i porannym siku, a tuż przed śniadaniem- powinno się wlać ze 2-3 łyżeczki soku z cytryny do szklanki wody i wypić. Otóż to!
Sama w to nie wierzyłam dopóki z przekory, aby udowodnić, że nic nie działa nie zaczęłam pić..
A tutaj takie zmiany!
Zero dolegliwości żołądkowych w ciągu dnia, nie czuje się przejedzona, nie czuje, że każdy zjedzony kęs zalega mi w żołądku.
Dodatkowo- jakbym dostawała energy drinka dożylnie- dużo więcej energii mam w sobie z rana, dużo więcej widzę pozytywów :)
Moja cera? Zawsze coś musiało wyskoczyć, zawsze! A że ja mam palce niecierpliwe od razu drapałam, wyciskałam, czy co tam się da jeszcze zrobić. A teraz? Czysta, gładka..
No nie powiem- odczułam same pozytywy :)
Tutaj opisałam takie, które zauważyłam na sobie, w innych źródłach można poczytać o większej liczbie wpływów jednak ja się powstrzymam- tego nie odczułam :)
Najpierw początkowo trudno było pamiętać o tym, ale teraz? Jakiż mi się nawyk wyrobił! :D
Gdziekolwiek bym nie jechała na noc- zawsze mam słoiczek z cytryną, lub cytrynę- znajomi mają ze mnie już trochę pompe, ale cóż.. czego nie robi się dal zdrowia i urody? :)




Jajka to zło, cholesterol i miażdżyca- MIT

Wiele, wiele badań było już na ich temat! Gdzie się nie spojrzy tam można coś o jajkach przeczytać.. :D
Znam osoby, które jedząc po 40jajek tygodniowy obniżyły swój cholesterol.
Znam osoby, które z wysokim cholesterolem przestające jeść jajka obniżyły go.
Gdzie więc tkwi haczyk? W organizmie każdego z nas i to z czym te jajka spożywamy :)
Na jednych będą one działać pozytywnie, bez wpływu na cholesterol czy miażdżycę, na innych już mniej, Tutaj znowu pojawia się słowo "umiar"- występuje wszędzie i należy o nim koniecznie pamiętać :)
Wiele osób nie wyobraża sobie jajek bez majonezu- no bo jak to tak.. albo bez smażenia ich na masełku- mmmm.. najlepiej! 
A właśnie nie za bardzo.. Nie zawsze to masło i majonez są idealnym dodatkiem, aby ocenić wpływ na nasz organizm jajek. Najprawdopodobniej to one wzmagają przyswajanie się tłuszczu i wzrostu cholesterolu.
Dodatkowo- osoby, które już mają problemy z cholesterolem, zagrożeniem miażdżycy- one 100% powinny uważać na spożywanie jajek itp produktów. Dlaczego? Bo ich tętnice już są osłabione i tworzenie się blaszki miażdżycowej może ułatwiać spożywanie jakichkolwiek produktów bogatotłuszczowych. 



Śniadanie po przebudzeniu nie jest ważne- MIT

Bardzo ważne! No okey, może nie musi być najobfitszym posiłkiem, ani bardzo bogatym. Ale musi zostać spożyte.
Udowodnione jest naukowo, iż osoby które spożywają pierwszy posiłek po przebudzeniu do 30-60 minut:
* w ciągu dnia zjadają mniej
* mają mniejsze wahania glukozy w ciągu dnia, a co za tym idzie
* zmniejszają ryzyko zachorowania na cukrzycę (!)
Osoby, które spożywają śniadanie po ok. 2-3h:
* mają dużo większe ryzyko zachorowania na cukrzycę
* w ciągu dnia cierpią na napady głodu
* nie potrafią się najeść późnym śniadaniem, przez co spożywają więcej
*częściej cierpią na otyłość 
To, co? Zaczynamy jeść śniadania? ;)




Witamina C potrzebna przy zażywaniu żelaza- FAKT

Jak wiadomo witamina ta wspomaga wchłanianie. I właśnie u osób cierpiących na anemię, lub też które powinny suplementować ten pierwiastek- powinny zaopatrzyć się w produkty bogate w witaminę C :) Dużo łatwiej i skuteczniej przebiegnie cały cykl, a i żelazo będzie wchłaniać się dużo łatwiej. Bo jak wiadomo pierwiastek ten jest dość trudno przyswajalny. 
Jedynie jednak witamina C w produktach nieprzetworzonych- proces gotowania, długiego przechowywania zabija jej występowanie.



Owoce na diecie odchudzające są zakazane- MIT

Otóż proszę państwa nie. Owoce mają owszem dużo cukru, ale mają też wiele witamin, antyoksydantów. Wpływają cudownie na naszą cerę, florę jelitową.
Ale, ale! Nie można ich też spożywać w nadmiarze (boźku, ten mój umiera.. ;D), bo to jednak jest cukier.
Owoce spożywać najlepiej do południa, kiedy nasz metabolizm jest najbardziej aktywny. Po południu, wszystko zwalania, zmęczone dniem i przygotowuje się na relaks. Dlatego najlepiej nie jeść nic bogatego w cukry proste, aby uniknąć odkładania się go w postaci tłuszczu :)


 

Im mniej posiłków tym lepiej- MIT

Im mniej posiłków zaplanujecie w ciągu dnia, tym bardziej obfitsze czynić je będziecie. To znaczy, że po zjedzeniu bardzo obfitego obiadu, czy tam śniadania Wasz żołądek będzie się długo męczył, aby to strawić. Jednocześnie przygotowywać będzie się na kolejną, długą przerwę od jedzenia, a więc postara się jak najwięcej zamagazynować. I po każdym posiłku będziecie czuć się ciężko, źle.
Powstanie nam efekt jojo..!
Dlatego zasada 5 posiłków ma swoich wiele zalet:
* nie obciąża organizmu
* mniejsze porcje szybciej się trawią, po posiłku człowiek czuje się pojedzony, ale nie przejedzony
* organizm wie, że za niedługo znowu dostanie pożywienie, dlatego będzie się starał szybko spalić to co ma aktualnie to trawienia
* organizm wie, że za niedługo przyjdzie kolejna porcja żywności dlatego nie odkłada bezsensownych zapasów 
* im częściej będziemy jeść, tym mniejsze porcje będziemy zjadać, bo po co się napychać, skoro za 2-3h będziemy znowu jeść? :)
Widzicie? To na prawdę ma sens :)




Ilość snu nie wpływa na masę ciała i spożywane pokarmy- MIT

Otóż ważna kochani! Ja wiem, że inni potrafią spać 9h i dalej być zmęczeni, inni tylko 5h a czują się jakby 12h przespali :)
Ale jednak- ci którzy nie wysypiają się, cierpią na krótki sen- wstają wcześniej. Przez co wcześniej zaczynają jeść i więcej w ciągu dnia zjadają.
Może (ale nie musi) być to przyczyną nadwagi, gdyż ich aktywność fizyczna nie nadąży za ilością przyjmowanego pokarmu. Dlatego też takim osobom zaleca się unormowanie snu, aby przesypiać choćby ok 7-8h, dla higieny psychicznej i fizycznej :)





Kaloria kalorii nie równa- FAKT

Wiele osób sobie myśli: "To ma tyle kcal, a to tyle.. Hm, wybieram to z mniejszą zawartością". Otóż nie zawsze ta droga jest dobra.
Nigdy kaloria kalorii nie jest równa. Inaczej zachowa się 42kcal przyjęte ze 100ml Coli, a inaczej 42kcal z jakiejś części brokuła, marchwi czy kiełek.
Pierwsza opcja równa się samemu cukrowi, który odłoży się jako tłuszcz po prostu.
Druga opcja to: błonnik, witaminy, składniki mineralne- wszystko, co buduje nasz organizm od środka. Co pomaga funkcjonować prawidłowo, bez chorób, bez poczucia jakiegoś niedomagania.




Kiedy spożywa się błonnik należy pić więcej wody- FAKT

Ilość błonnika w diecie jest bardzo ważna. Tak samo ważne jest spożywanie przy nm dużej ilości płynów, ponieważ jako włókno pokarmowe chłonie wodę z przewodu pokarmowego. Przy zbyt małej ilości podaży wody, a dużej błonnika może zadziałać on całkowicie odwrotnie. To znaczy, zamiast wspomóc pracę układu trawiennego może doprowadzić do bardzo mocnych zaparć i problemów z wypróżnianiem.
Dlatego spożywanie wody, gdy nasza dieta bogata jest w błonnik jest bardzo ważne!


Czy jest coś jeszcze? Myślę, że ten temat to rzeka i jakoś trudno go będzie wyczerpać :)
Napisałam te, na które najczęściej natrafiam i które najbardziej się zakorzeniło w naszym społeczeństwie, a przez to najbardziej krzywdzą! :(
A Wy spotkaliście się, z któryś obecnych tutaj mitów?
Zaskoczyło Was coś? :)
Czekam na odzew! :)


Jak Wam się podobał post?