Polędwica wieprzowa z pieczarkami i sosem na bazie wina

Witam Was! :) Jakże wietrzenie jest w tym tygodniu..! :)
Wczoraj miałam wrażenie, że jak nie ona to drzwi wylecą.. Na prawdę! Mieszkam bliżej góry, ale nie aż tak.. :) No cóż, dzisiaj również czuje już o poranku jak zawiewa.. ba! Czuć nie muszę, bo przez okna widać jak uginają się straszliwie wszelkie drzewa i iglaki..!
A jak u Was? Równie wietrze, czy może macie śnieg..? Albo pełne słońce i cudownie błękitne niebo? :)

Ah.. wczoraj był jeden egzamin- totalny totolotek! No ja nie wiem- dać zagadnienia, egzamin zrobić z całkowicie czegoś innego.. Toć trzeba no nie powiem co mieć.. :D Ale czekam dzielnie na wyniki, bo jak to mówią: "Nadzieja matką głupich i umiera ostatnia"... także ja nadal czekam i wierzę, że 60% ustrzeliłam.. :) Ale i tak najgorzej będzie w piątek- toć to ustny, toć to 140 zagadnień, toć zero ochoty na naukę, bo wiesz, że walczysz z wiatrakami.. :D
Ale, ale...! "Myśl pozytywnie, myśl pozytywnie..".. Muszę przyciągnąć jakąś dobrą energię.. jakieś feng-shui egzaminowe.. o! poczytam, jak to się robi.. :D
A tak serio, serio- to post dzisiaj szybki, a Wasze blog odwiedzę już niebawem..:)

Bo wiecie, co? W niedzielę miałam wielką ochotę na naukę na poniedziałkowy egzamin.. I oczywiście robiłam wszystko tylko nie zaglądałam do notatek.. ;(
Ale, ale.. zobaczyłam w zamrażalce piękne polędwice wieprzowe.. a że każdy u mnie takowe mięsko lubi- może by tak coś upichcić z nimi? :)
Pamiętałam, że gdzieś kiedyś zrzucił mi się w oczy przepis na polędwiczki w sosie. Gdzie to było, kiedy? Ah.. ten brak pamięci krótkotrwałej.. :D
Szperałam, szukałam, wyszukiwałam.. Końca nie było!
Ale nagle olśnienie.. wpisuje i co? Jest! :)
Czytam, czytam- wydaje się proste, a połączenie wyborne.
No to sru, w pełnej radości i podskokach, do kuchni, mówię mamie:
"STOP! Dzisiaj ja gotuje!", a ona na to:
"A ty nie masz się uczyć? Jutro egzamin" i w tym momencie cały optymizm i euforia sytuacji spadła na jakieś -500 piętro.. ale brne dalej i odpowiadam:
"No właśnie! Dlatego idę gotować.." :D i po rozmowie.... :)
I poszłam gotować.. obsmażyłam polędwiczkę, nalałam jej wina (a niech też coś z życia ma!) i pozwoliłam jej pływać w tym wywarze boskości chwilkę dość długą..
A potem dodałam kremówkę, troszku świeżo mielonego pieprzu i podałam.. :)
Smak polędwiczki- świetny, ponieważ wyszła miękka, nie twarda.. Smak sosu- boski.. :) Lekko słodki, z wyczuwalnym aromatem pieczarek.. 
No powiem Wam- dla mnie super propozycja na obiad :)
Choć nie jest to jakieś wieeelkie woooow, ale dla mnie jednak smak nowy, zaskakujący i intrygujący :)
Będę próbowała jeszcze innych kombinacji na tej bazie, bo warto! :)

A może wy pokusicie się o obiadek? :)

Polędwica wieprzowa z pieczarkami i sosem na bazie wina (Inspiracja I adore cinnamon)

Składniki:
-1 polędwica wieprzowa
-400g pieczarek
-1 średnia cebula
-2 ząbki czosnku
-250ml bulionu
-300ml wina białego półsłodkiego/wytrawnego
-200ml kremówki 30%
-tymianek, liść laurowy
-sól, świeżo mielony pieprz
-olej kokosowy/rzepakowy

Wykonanie:
Polędwicę natrzeć solą i pieprzem.
Cebulę obrać, pokroić drobno.Czosnek obrać, rozgnieść i drobno posiekać.
Pieczarki opłukać i pokroić na większe kawałki, np. ćwiartki.
Mięso obsmażyć na niewielkiej ilości oleju z każdej ze stron, ok 1 min, aby zamknąć pory i lekko zrumienić wierzch. Odstawić na bok.
Na tej samej patelni zrumienić cebulkę z czosnkiem, dorzucić pieczarki, doprawić solą, pieprzem oraz tymiankiem i lekko poddusić.
Następnie ułożyć na tym polędwiczkę, wlać bulion oraz wino, dorzucić liść laurowy i dusić pod przykryciem ok 15-20 min. Jednak nie za długo, aby nie wysuszyć mięsa- będzie twarde.
Następnie wyjąc polędwiczkę na talerz, a na patelnię dolać śmietanę kremówkę, chyba, że uważać iż sosu jest za dużo, zredukujcie trochę, a następnie dodajcie kremówkę.
Wraz z kremówką całość trzymać jeszcze na ogniu ok 7-10 minut.
Podawać z polędwiczkami oraz ryżem, ziemniakami- co kto lubi :)










Smacznego!

Babeczki makowe. Babeczki z masą makowa i masłem orzechowym.

Witam Was! :)
Moi mili- jakże to Wam dni mijają? :) Cóż to mamy za anomalie pogodowe.. raz patrzę: słońce, drugi raz patrzę: śnieg wielkości gradu, trzeci raz patrzę: wieje.. 
Sama nie wiem, co o tym myśleć, ale tutaj idealnie sprawdziłoby się wyposażenie człowieka na cebulkę- gdzieś z rękawa wyskakujące rękawiczki- gdyby akurat zaczęło mrozić.. kurtka, która ma odpinane futerko zamieniające się z pelerynę przeciwdeszczową.. i szalik mający zdolność transformowania się w gruby, nieprzenikający komin-aby akurat uchronić przed wiatrem.. :)
Byłoby idealnie, nieprawdaż? :D
Powiem Wam, że nawet nie wiem, gdzie mijają mi moje dni.. Wstaję rano, udaje że czytam notatki, biegnę w skowronkach na siłownię (spędzam tam ile czasu się da), wracam powoli do domu, robię obiad i ponownie udaję, że czytam notatki.. i tak co dzień zataczam to koło- szkoda tylko, że to udaje nie zmienia się na uczę się :D A tak to plan jak dla mnie idealny.. <3
Gdyby nie fakt, że mam tą sesję mogłabym uznać swoje życie za prawie idealne :)
Ale cóż.. nie ma nic za darmo prawda? :)
A jak tam Tłusty Czwartek? Podobało się, spróbowaliście nowych smaków? :) Strasznie żałuję, że nie mogłam upiec chrustu/faworków.. ale cóż- może już niedługo :)

Dziękuję Wam bardzo za te przemiłe słowa! :) Na prawdę ogromnie miło mi się zrobiło, że zmiany się Wam podobają, że jesteście na taak... :) Ahh.. świetnie się to czyta i aż chce się tworzyć dalej.. :)
W takim razie już niedługo pojawią się posty w nowych zakładkach, a dzisiaj..

Dzisiaj to ja Wam przedstawiam pewną słodkość z mojego stołu świątecznego.. Wiem, wiem- dawno już po świętach, ale..
Jeżeli ktoś kocha mak, masę makową... dodaje ją do wszystkiego co możliwe.. je nawet na obiad.. ("wcale", "wcale" nie ja...) :D
To takie babeczki/muffinki są idealne.. są perfekcyjne.. <3 Dodatkowo zawierają ten idealny składnik zaraz/lub tuż przed makiem, jakim są.. orzeszki! :)
No czyż nie da się tego wielbić? :) Miękkie jak muffinki, aromatyczne jak święta z posmakiem arachidowców.. :)
Idealnie tutaj spasuje również masło z innych orzechów czy to nerkowca, migdałów, czy włoskich :) 
Powiem Wam babeczki ideał :)
Może skusicie się? Bo u mnie będą gościć nie tylko od święta.. toż to grzechem byłoby je zapominać na okres nieświąteczny.. :)


Babeczki makowe z masłem orzechowym
Składniki:
*babeczki
-150 g masła orzechowego (gładkiego lub z kawałkami orzeszków)
-4 duże jajka
-350 g masy makowej
-3 łyżki miodu
-1 jabłko stare na tarce na dużych oczkach
-2 łyżeczki proszku do pieczenia

*polewa
-80g czekolady gorzkiej
-garść orzeszków ziemnych/migdałów/nerkowca, itp

Wykonanie:
W misie miksera umieścić masło orzechowe, zmiksować.
Dodawać jajka, jedno po drugim, miksując do połączenia i powstania luźnej masy maślanej.
Dodać pozostałe składniki i zmiksować, do połączenia. 
Gotowe ciasto przełożyć do formy na muffiny wyłożonej papilotkami, wypełniając papilotkę prawie do pełna. 
Piec w temperaturze 170ºC przez około 25 minut, lub dłużej, do tzw. suchego patyczka. Wyjąć, wystudzić.
Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. Polać nią muffinki i posypać orzeszkami.







Smacznego!

Zmiany, blog, nowa forma, dieta i sport.

Witam Was! :)
Dzisiaj wyjątkowo bez przepisu, albowiem.. jak sami widzicie doszło do kilku zmian :)
Nie pisałam Wam nic wcześniej, bo sama nie miałam bladego pojęcia, czy do czegokolwiek dojdzie..
Wiele czasu minęło nim wszystko doszło do skutku, nim blog przybrał formę, o której mniej więcej marzyłam :)
Jak wiecie na co dzień studiuję już II stopień dietetyki, a prywatnie kocham sport, pot i endorfiny treningowe, przez co koniec końców mogę tytułować się trenerem :)
Dlatego też dodałam nowe wątki:
*Dieta i porady,
*Sport i porad,
tzn. wszelkie przepisy, które będą bardziej fit, bardziej po treningu, do treningu etc będą znajdowały się właśnie w tych zakładkach :)
Dodatkowo będę publikować również posty związane z daną tematyką, czy to właśnie jakieś porady, czy być może aktualne trendy- co będę uważała za ważne/potrzebne/ciekawe, lub co sami chcielibyście przeczytać :)
Mam nadzieję, że jesteście zainteresowani? :)

Cóż jeszcze mogę Wam powiedzieć?
Na pewno to, że z tego bloga nie znikną zwyczajne, proste przepisy- czy to ze zwykłą mąką pszenną, białym cukrem i masłem czy te tortowe, (za)słodkie :) Jestem człowiekiem, trzymam na co dzień dietę, ale to nie znaczy, że każdy z mojej rodziny tak ma.. ba! nawet ja robię sobie tzw cheat meal- czyli będzie dla każdego coś dobrego :)
No i.. nie zamilknę! Wiem, że często męczę Was kilometrowymi postami, wiem, wiem.. niestety- lubię mówić, na blogu lubię pisać, a więc i to pozostanie bez zmian.. :D

Czy coś jeszcze wypada mi napisać? Chyba już nie..
A no tak! Najważniejsze..
Korzystajcie ile możecie, dzielcie się z innymi i dajcie znać czy się podoba! :)

Dziękuję, że jesteście! To dla Was te zmiany, dla Was udogodnienia.. :)

Trzymajcie za mnie kciuki i zgłaszajcie wszelkie sugestie! :)


P.S. Za szablon dziękuję bardzo Karolinie, która włożyła dużo pracy, aby blog teraz tak wyglądał.. :) 
A za cudowną grafikę dziękuję Natalii- genialnej Pani Fotograf :D

Frytki z warzyw: selera, marchwii i pietruszki.

Dzieeeń dobry! :) Jak mija Wasz weekend? :)
Piękna pogoda nam towarzyszy, prawda? :) Żyć nie umierać.. wczoraj wybrałam się na spacer- na prawdę miałam wielkie chęci na długi, energiczny marsz.. ale taaak wiało, no taaak wiało, ze nie wiedziałam, czy ja w ogóle jeszcze stoję, czy przypadkiem nie idę już z prądem wiatru! :)
Wszystkie drzewa prawie sięgały ziemi, ot co!
Ale i tak byłam wdzięczna za te promienie słońca, błękitne niebo.. :) Tęskno mi było za tym po prawie tygodniu ciągłego deszczu.. Także no.. :)
Ech.. sesja daje się we znaki- po licznych zaliczeniach, teraz nadrabiam na sesję- zagadnienia same się nie opracują.. dziwne.. :D
Także po trzech dniach ciągłego wyszukiwania, pisania, łzawiących oczu od laptopa- udało się! Zakończyłam swoją część i mogę zasiadać do nauki.. ohh.. żeby to jeszcze tak łatwe było.. :( 
No cóż- chcem, nie chcem- muszem!
Być może przyszły semestr na moje uczelni będzie choć trochę bardziej związany z żywieniem, człowiekiem i dietą :)

A cóż poza tym? Jak Wasze plany na weekend? Swoją drogą ogarnęłam ostatnio, że to już ferie są! I wolne co poniektórzy mają! Ahh.. farciarze ;) Ale nie narzekam, też wolne mieć będę, jak zdam oczywiście.. :)
A w czwartek swoją drogą pączki! :D Osobiście, z ręka na sercu, nie jestem ich fanką.. No jakoś tak nie wiem.. Za to preferuje faworki/chrust.. <3 omnomn! :) Jednak w zeszłym roku uczciłam Tłusty wieelkim burgerem z dużą ilością warzyw i 100% wołowiną.. <3 nie wiem, czy przypadkiem nie powtórzę swej małej tradycji.. :) jakoś takie coś bardziej do mnie przemawia.. ale dobre ciasto.. ale nie tłuste, drożdżowe wypieki.. no nie wiem- tak już mam :)
A wy, fani, czy nie fani tego święta? :) 

Ostatnimi czasy jestem bardziej słono-lubna.. czy to warzywa, czy kasze, czy też nawet już w drodze złamania diety- krakersy.. Uwielbiam też orzeszki- o nie.. te to mogłabym pochłaniać tonami.. ale wiadomo- wszystko co dobre, to no.. A np taka czekolada, batoniki- może stać i stać, a ja nawet ochoty nie poczuję.. ani grama! :)
I tak też jest obiadowo- jakoś na gofry, czy słodkie naleśniki nie mam ostatnio smaku..
Dlatego kombinuje, coś dodaje, coś zmieniam- aby monotonii nie było :)
Wiele razy widziałam na różnych stronach chipsy z selera.. nie powiem- kusiły i to bardzo! :) Byłam strasznie zaintrygowana ich smakiem, chrupkością.. no jak to będzie?
Tak też nastał ten czas, ze chwil kilka znalazłam i o takowe danie się pokusiłam.. :)
Pomieszałam jednak selera wraz z marchwią i korzeniem pietruszki. Powiem Wam.. niebo w gębie! Jakiż to miało pyszny smak.. cudowny aromat.. <3
mmmm.. do tej pory mi ślinka leci... 
Ale uprzedzam- jeżeli szukacie chrupkości to ja jej akurat nie osiągnęłam- były miękkie w środku, z wierzchu raczej przypieczone.. ale takie są właśnie dla mnie idealne :)
Nawet mój Mistrz Naleśników wyraził się bardzo pochlebnie o tymże daniu.. 
Nie no- osobiście Wam polecam- świetna alternatywa dla ziemniaczanych frytek, czy nawet sałatki do obiadu :)
Od czas do czasu- idealne.. :)

Chipsy z warzyw

Składniki:
-korzeń selera
-2-3 marchewki
-2-3 korzenie pietruszki
-3-4 ząbki czosnku
-przyprawy: do ziemniaków, tymianek, oregano, sól/wegeta, pieprz, prowansalskie --> kto jakie lubi :) ja użyłam do ziemniaków i włoskiej
-olej rzepakowy
-opcjonalnie: ulubiony sos jako dodatek

Wykonanie:
Warzywa obrać i pokroić w słupki.
Wymieszać z przyprawami, tak aby pokryły warzywa, to one nadają im cudownego aromatu.
Skropić olejem z wierzchu, tak aby zwilżyć lekko. Nie lejemy za dużo oleju, aby warzywa w nim nie pływały, ponieważ będzie to niesmaczne.
Układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, a pomiędzy nie wkładamy ząbki czosnku w łupinach.
Pieczemy w nagrzanym do 200 stopni piekarniku, ok 30-45 minut.




 


Smacznego!

Tort malinowo-czekoladowy z kokosowym wierzchem. Tort owocowy.

Witam Was kochani! Uff.. ależ miałam ostatnio ciężki czas!
Na prawdę- nie wiem, kiedy spałam ostatnio więcej niż 5-6h, kiedy nie czułam przymusu nauki.. Nowy Rok zaczął się u mnie bardzo intensywnie, ale..
Teraz została już tylko sesja, dwa egzaminy-także źle nie ma :) No nie licząc jednego egzaminu ustnego z patofizjologii- gdzie kobieta traktuje nas gorzej niż lekarski.. 140 zagadnień chorobowych!!
O matulu.. będzie dobrze, jak zapamiętam chociaż te zagadnienia.. :D
Czasami nie rozumiem, że w tym wieku, ludzie nadal myślą, że ilość jest lepsza od jakości.. Szczerze mówiąc osobiście wychodzę z założenia, że mogłaby dać połowę mniej zagadnień, a ja nauczyłabym się ich rzetelniej.. :)
No nie sądzicie podobnie? :)
A co poza tym? Po kolejnej wizycie u specjalisty okazało się, że jednak poszła rzepka, lub też coś koło niej (za dużo informacji na raz dostałam).. Okazało się, że tylko jakieś MRI pokaże dokładnie co i jak, a i bez rehabilitacji u fizjoterapeuty się nie obejdzie..
Niestety na razie na takie cuda mnie nie stać, więc leczenie pozostaje mi domowymi sposobami- może akurat youtube pomoże, albo coś :)
Bo osobiście nie sądzę, że w 2017 roku znalazłby się dla mnie termin na wizytę u fizjoterapeuty, a co dopiero na MRI :D
Niestety- kolejka to kolejka.. :)
Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.. Przynajmniej czuje, że żyje :D

Ahh.. a jak pięknie ostatnio się na zewnątrz zrobiło! Jakże miło było mi spacerować, czując mróz w nozdrzach, słysząc jak śnieg skrzypi pod nogami.. Poranne spacery z moimi czworonogami należały do weekendowych przyjemności :)
Niestety wyczuwam gdzieś od dwóch dni pogorszenie aury: jakieś ciapy, jakiś deszcz.. No co to ma być?!
Zdjęcia wychodzą mało atrakcyjnie, pokój jakiś taki szary, a i mleka do kawy jakby więcej schodzi..
No ja nie wiem, co to ma znaczyć?
Ja poproszę już wiosnę, albo nawrót cudownego, mroźnego krajobrazu.. <3
Choć dla tych tulipanków w prowizorycznym wazonie na stoliku- mogłabym mieć już wiosnę :)
Ahh.. osobiście uwielbiam wczesne, cięte tulipany i kupuje ile mogę! Cudownie zdobią stół i rozjaśniają pokój.. :)

No a jak ja już o tulipanach mówię.. i wracam tam do tych kolorów, temperatury.. to zabijcie mnie, ale co ja znalazłam na swoim laptopie!
Ależ to było odkrycie.. :) Toć w lecie, kiedy słońce jeszcze prażyło, skóra opalona, a człowiek wypoczęty.. Pewna osoba miała urodziny, problem z wyborem tortu, to cóż..
Ja zawsze pomocą służę! Tak i też było tym razem :) Dlaczego nie zrobić, kiedy mogę i umiem? :)
No dobra... mistrzem w zdobieniu nie jestem, no ale.. :D Wszystko przyjdzie z czasem, prawda?
Nie od razu Rzym wybudowano.. Nie od razu Jaś umiał pisać, czy Julka chodzić.. no! :) Tak i mnie czeka jeszcze spora nauka, ale.. człowiek uczy się całe życie :)
Jedyny problem podczas tworzenia tego tortu był, o dziwo nie krem, czy biszkopt, a.. jeden z gości: oprócz hamburgera i frytek nie je prawie nic.. Także trzeba było tort dostosować pod jego gusta, aby choć kawałek dziabnął :)
Także też powstała masa malinowa i czekoladowa.. a wszystko otoczone kokosową masą..
Powiem Wam tak: nie było słodki, był wyważony..! Idealne połączenie smaków, które pewnie każdy z nas gdzieś kojarzył, bo to malina czekolada, kokos czekolada.. ale razem w trzy?
Cud, miód, boskość! :) Mimo upływu czasu, ja nadal pamiętam te warstwy, które razem się skomponowały.. <3
Oczywiście Młody Krytyk zjadł tylko biszkopt i czekoladową masę, ale.. podobno to i tak sukces :)
A dla dorosłych? Zdania pozytywne, chwalili, jedli.. poszedł cały :)
Także chyba źle nie było, prawda? :)
Mimo wszystko z całym tortem nie ma dużo pracy, ale jeżeli chcecie pracę rozdzielić- polecam biszkopt upiec dzień wcześniej, drugiego dnia przekładać, a potem zajadać.. <3

Mimo zimy, mimo braku słońca- pieczcie tort! Uśmiech wywoła, kolorów do życia doda.. no i spokojnie można zużyć trochę lodówkowych zapasów :)
To co, będzie pieczonko? :)


Tort malinowo-czekoladowy z kokosowym wierzchem

Składniki:
Biszkopt
-5 jajek
-3/4 szklanki drobnego cukru do wypieków
-3/4 szklanki mąki pszennej
-/14 szklanki mąki ziemniaczanej
Masa malinowa
-375g malin świeżych lub mrożonych
-0,5-3/4szklanki cukru 
-1 łyżka soku z cytryny
-0,5 łyżki mąki ziemniaczanej rozpuszczona w 0,5 łyżce wody
-1 łyżka + 1 łyżeczka żelatyny
-250g serka mascarpone schłodzonego
Masa czekoladowa
-250g serka mascarpone
-140ml śmietany kremówki
-100g czekolady gorzkiej/mlecznej
Masa kokosowa:
-1 puszka mleczka kokosowego
-375g serka mascarpone (można dać 250 mascarpone, a resztę zwykłego twarożku śmietankowego)
-0,5 szklanki wiórków kokosowych
-1/3 szklanki cukru pudru
-2 łyżki likieru kokosowego (opcjonalnie)
-zielony barwnik (opcjonalnie)

Wykonanie:
Biszkopt:
Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywną pianę. Pod koniec ubijania stopniowo dodawać cukier, dalej ubijając.
Dodawać żółtka, jedno po drugim, nadal ubijając.
Mąki wymieszać, przesiać i delikatnie wmieszać do ciasta (na bardzo wolnych obrotach miksera lub lepiej - szpatułką). 
Tortownicę o średnicy 22 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Boków formy niczym nie smarować, papierem wyłożyć tylko dno.
Wyłożyć surowe ciasto. Piec w temperaturze 160 - 170ºC około 30 - 40 minut (lub dłużej, do tzw. suchego patyczka). 
Gorące ciasto wyjąć z piekarnika, z wysokości około 60 cm opuścić je (w formie) na podłogę.
Odstawić do uchylonego piekarnika do ostygnięcia. Całkowicie wystudzić. Przekroić na 3 blaty.
Masa malinowa:
Żelatynę zalać 1/4 szklanki wody, odstawić do napęcznienia. 
W małym garnuszku wymieszać owoce z cukrem.
Postawić na palniku o średniej mocy i podgrzewać do rozpuszczenia się cukru i rozmrożenia się owoców, jeśli były wcześniej zamrożone (owoce puszczą sporo soku).
Dodać cytrynę, wodę z mąką, dobrze wymieszać, zagotować, zdjąć z palnika. 
Napęczniałą żelatynę dodać do gorących owoców, wymieszać.
Postawić na palniku i podgrzewać, mieszając, do całkowitego rozpuszczenia się żelatyny. Nie doprowadzać do wrzenia (żelatyna straci swoje właściwości żelujące).
Zdjąć z palnika, pozostawić do wystudzenia. 
Po wystudzeniu schłodzić w lodówce przez 1 lub 2 godziny.
Należy pilnować, by frużelina nie stężała zbyt mocno. Kiedy będzie bardzo gęsta wyjąć z lodówki. 
W misie miksera umieścić serek mascarpone. Zmiksować do gładkości. Dodawać frużelinę, cały czas miksując, do połączenia.
Gotowy krem odłożyć do lodówki, do lekkiego stężenia - schładzać do momentu, aż konsystencja kremu będzie na tyle gęsta, że będzie się nadawał do przekładania tortu.
Masa czekoladowa:
Serek mascarpone i kremówkę umieścić w naczyniu, krótko razem ubić, do uzyskania jednolitej masy.
Dodać lekko przestudzoną czekoladę, wymieszać lub krótko zmiksować, tylko do połączenia składników.
Masa kokosowa:
Wszystkie składniki powinny być schłodzone. 
Wieczór wcześniej do lodówki wstawić mleko kokosowe lub śmietankę. Postępowanie z mlekiem kokosowym: ostrożnie wyjąć mleko z lodówki, odwrócić puszkę dnem do góry, otworzyć, wodę kokosową przelać do osobnego naczynia (nasączymy nią biszkopt). Z puszki wyjąć pozostałą gestą śmietankę kokosową, przełożyć do misy miksera. Tak samo postąpić z drugą puszką mleka. Powinniśmy otrzymać więcej niż szklankę śmietanki (do kremu dodajemy całość).
Do śmietanki znajdującej się w misie miksera dodać mascarpone, cukier puder, wiórki, likier. Zmiksować do połączenia się składników.
Część masy odłożyć i wymieszać z kilkoma kroplami zielonego barwnika.
Całość:
Biszkopt przekroić na trzy blaty.
Spód ułożyć na paterze, na to wyłożyć masę czekoladową.
Następnie przykryć drugim blatem i wyłożyć masę malinową.
Na to nałożyć ostatni blat, a całość pokryć masą kokosową. Przyozdobić zielonymi elementami i malinami.









Smacznego!

Omlet białkowy z cukinią.

Dzieeeń dooberek! :)
Mamy piątek, mam więc jeden dzień do weekendu :) Dzisiaj czeka nas nie lada wyzwanie pod tytułem "Jak wytrwać?" :)
Myślę, że każdy z nas zna już jakieś tam sposoby i pójdzie jak z płatka :)
Co planujecie? A może jednak niektórzy do pracy, studia? W takim razie polecam zaopatrzyć się w kolorowe jedzonko, pełny uśmiech na twarzy i motywację do działania- pomaga przetrwać, uwierzcie!
Ahh.. nienawidzę narzekać, mieć zły humor, czy dołka..
No nienawidzę i tyle- dzięki temu człowiek notuje spadek formy o 80%, wkurza innych, tudzież martwi, a sam nie korzysta z życia.
Jednak wczoraj takowy dzień nastał.. totalnie nic nie wychodziło, wszystko szło na złą stronę mocy :( Jeszcze działalność Pań Pielęgniarek mnie dopadła, gdzie ty zachowujesz się jak człowiek, a one cię próbują wykorzystać :(
Kolano boli nadal, już 15 dzień, mimo że lekarz obiecał poprawę po pięciu, ale skręcenie kolana jakoś przejść nie może..
Haha, bo swoją drogą okazało się, że 13 dni chodziłam ze skręconym kolanem, no nie zdając sobie z tego sprawy, tylko tyle, że bolało.. Brawo ja! :D
No, ale to też spotęgowało mój humor i  wszystko było na złej drodze..
Także no.. mam nadzieje, ze dzisiejszy poranek, właśnie spożyta kawa (zaraz po wodzie z cytryną- bo to ma moje pierwszeństwo w poranku), oraz nowy dzień (nowa ja) dadzą mi siły do walki :)
Będziecie ze mną? :)

Mam dzisiaj o 8 zajęcia z kuchni japońskiej i pierwszy raz w życiu będę jadła/przygotowywała sushi! Ło matko.. będzie moc, mam nadzieje że uda mi się coś spróbować, bo ryby bardzo często goszczą w mym menu, no ale.. nie surowe! :D Szkoda, że nie gotujemy Ramen'u- słyszałam, że to nieziemska "zupa"! :)
Średnio umiem na kolokwium poprzedzające zajęcia, bo te nazwy są zabójcze.. z 5 rodzajów sushi, 6 rodzajów sosu sojowego (mimo że sporządza się go tak samo.. :O)! 
Tak - przewiduje problemy.. :D Ale co nas nie zabije to nas wzmocni, prawda? :)
Swoją drogą wiedzieliście, że japońska tempura to portugalskie danie?
A sos sojowy przynieśli do Japonii mnisi buddyjscy?
Ja się właśnie dowiedziałam.. :D 

Doobra, może wywody już skończę, bo pisać to ja potrafię, ale no.. Każdy ma cierpliwość, toć to w końcu blog kulinarny, a nie pamiętnik jakiejś studenckiej latorośli.. (chciałam napisać nastolatki, ale chyba mi już, matko święta, nie wypada.. :O)...
A co dzisiaj? Dzisiaj kochani coś na poprawę humory, na lepsze rozpoczęcie dnia, lub zdrowszy deser.. :)
Choć najbardziej polecam opcję 1+2 :D Sprawdzi się idealnie, bo syci na dłużej, dość słodkie, a do tego- zdrowe, niskokaloryczne i prze-pyszne!
O czym mowa? Otóż o cieście/omlecie białkowym :) Na bazie cukinii, przekładne jogurtem naturalnym i masłem orzechowym :)
Rozpływa się w buzi- dosłownie!
Jest to bardzo specyficzny wypiek, nie czuć cukinii w smaku, ale jednak jego konsystencja jest dość mokra- dlatego nie każdemu musi przypaść do gustu :)
Można zmniejszyć ilość cukinii- powinno zniwelować uczucie mokrości :)
Mnie osobiście wilgotność nie przeszkadzała, bo lubię takie cuda, plus nie jadłam samego, a z dodatkami (jak widać na zdjęciu).
Nie ma co ukrywać- to pyszne cudo, które choć nie każdy posmakuje, warte jest wypróbowania :)
Tak jak poprzednio- znajduje się tutaj białko- dla osób nie trenujących taki omlet z białkową wkładką nie zalecam zbyt często, a polecam dodawać po prostu mąki żytniej/razowej/lub innej zaliczanej do zdrowszej :)

To co, przygotowujemy? :)

Omlet/Torcik z cukinii

Składniki:
-4 białka jaja
-20g odżywki białkowej (u mnie smak creme brulee), jeżeli nie macie idealnie sprawdzi się mąka razowa, żytnia, jaglana, etc :)
-350g cukinii
-220g jabłka
-20g kakao
-0,5 łyżeczki sody oczyszonej
-cynamon

Wykonanie:
Cukinię umyć, zetrzeć na drobnych oczkach.
Umieścić na sitku, posolić i pozostawić.
Jabłko zetrzeć na tarce o grubych oczkach.
W tym czasie białka ubić na sztywną pianę wraz z sodą.
Następnie odsączamy dokładnie cukinię i wszystkie składniki dodajemy do białka.
Delikatnie mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji.
Wykładamy do kwadratowej formy i pieczemy w 180 stopniach około 30 minut- do suchego patyczka.
Całość studzimy i kroimy na 4 części, wykorzystujemy trzy z nich.
Na spód wykładamy 1 część, jogurt naturalny, drugą część, jogurt naturalny, a na wierzch jogurt naturalny plus masło orzechowe.






Smacznego!

P.S. Musze niestety skończyć z rymowanymi tytułami, ponieważ osobom szukającym z google, bardzo utrudnia to sprawę :(