10 bomb kalorycznych, o których mogłeś nie wiedzieć :)

Cześć po raz drugi! :)

Teraz tak jak obiecałam post głównie o tematyce związanej z dietą.
W naszym codziennym życiu bardzo często zaczynamy od wykluczenia złych produktów, zamieniając je zdrowymi przekąskami, czy potrawami.
Jednak, nie zawsze co zdrowe równa się niskokaloryczne,a nie zawsze to co wydaje się takie złe jest tym złem faktycznie :)

Bardzo często w początkach diety gubi nas po prostu problem z oszacowaniem potrzebnej nam codziennej kaloryczności i natłok informacji na ten temat.
Żadna żywność spożywana w odpowiednich ilościach nie szkodzi naszej figurze czy zdrowiu.

Dlatego też w mojej głowie zrodził się pomysł i stworzyłam post z 10 najbardziej zgubnymi, kalorycznymi produktami żywnościowymi, o których mogłes nie mieć pojęcia, a które np trudniały Ci upragnioną redukcję :)
Albo wręcz odwrotnie, wszystkie je już znasz? ;)

Gotowi?


1. Orzechy
Niby super, niby zdrowe, bogate w omega3, kwasy tłuszczowe itp.. Ale czy wiesz, że średnia zawartość kaloryczna orzechów w 100g to 600kcal, lub więcej? Dodatkowo ich smak, jak również kaloryczność zwiększają bardzo często różnego rodzaju panierki, jak np. w cieście pikantnym, w miodzie, karmelu..! Wybierając je jako przekąskę na wieczór, do filmu bardzo często nie zdajemy sobie sprawy z ilości spożytych kalorii! Dlatego też pamiętajcie- orzechy zalecane, ale w odpowiedniej ilości

2. Soki owocowe, nektary
Tak, tak.. owoce też czasem bywają zgubne, a w szczególności w postaci płynów. Sok 100% z jakiegoś owocu to bardzo wysokie stężenie cukrów prostych na 100ml danego soku. Zauważcie sami, że bardzo ciężko byłoby Wam zjeść na raz więcej niż 2 pomarańcze, czy 3 banany.. A szklanka soku z pomarańczy powstaje mniej więcej z 4-5 sztuk.. !
Dodatkowo wspomnę tutaj już nie tyle o 100% sokach, co tych kupowanych w sklepie, które w procesie produkcji są bardzo mocno dosładzane! Dla przykładu szklanka soku bananowego to, aż 200kcal, a brzoskwiniowego 140kcal.. Uważajcie!

3. Ciastka fit i nie tylko
O kaloryczności zwykłych ciastek, z kremem, orzeszkami czy kawałkami czekolady większość z nasz już wie ale czy wiecie, że bardzo często ciastka pod tytułem: „zdrowe!”, „orkiszowe”, „bezglutenu”, czy innego typu są równie mocno słodzone, lub odrobinę mniej?
Czytajmy składy, porównujmy zawartość cukrów, syropów cukrowych, aby ustrzec się przed niepotrzebnym spożywaniem nadmiernych kalorii. Niestety, ale bardzo często zachęceni słowem fit, fitness, zdrowe spożywamy takich słodyczy dużo więcej niż normalnych ciastek, stąd nasza redukcja może iść gorzej
 

4. Majonez
Tak, tak! Większość jak nie wszyscy wiedzą o tym, że majonez to niezłe ziółko Potrafi namieszać w naszym życiu i to nie raz.. a to do kanapeczki, a to na zapiekankę, a może do kiełbasek z grilla? Uwierzysz mi, że JEDNA ŁYŻKA (25g!) to aż 175KCAL! ;O
Uważajmy zatem z jego ilością i ograniczmy dodawanie go do wszystkiego W sałatce zastosujmy sos na bazie jogurtu z dodatkiem majonezu- zmniejszy kaloryczność, orzeźwi sałatkę i będzie łatwiej strawne

5. Kebab/zapiekanka/fast food
Wiem, wiem- dużo z nas daje sobie sprawę, że coś w ty jest, że to nie zdrowe, ale z drugiej strony myśli sobie: mięso, warzywa i pita/tortilla.. Gdzie tu kaloryczność? A no właśnie.. po pierwsze problem tkwi w sosach, które powstają na wspominanym już majonezie, czy ketchupie.. Druga sprawa to mięso- to nie jest najlepszej jakości filet z kurczaka, czy indyka, albo wołowina najlepszego sortu. To bardzo często mięso tłustsze, z odpadów, które powstają przy dzieleniu mięsa w zakładach produkcyjnych. Bardzo często to również oszukane mięso, gdzie zawartość tłuszczu wzrasta o ok 5-8% na 100g, ponieważ mieli się go z dodatkiem odkrojonych kawałków tłustszego mięsa. I tak o ile domowy kebab z dobrej jakości mięsa, warzyw i tortill jest wyjściem dobrym, o tyle kebab/pita na mieście może stanowić już nie mały problem! Dodatkowo białe pieczywo, w którym najczęściej podaje się te dania niesie ze sobą mało wartościowe kalorie, a dostarcza więcej niestety tych pustych. Dla porównania kebab to nawet ok. 900 kcal, a hamburger ok. 600 kcal.

 6. Alkohol
Niestety często wydaje nam się, że tylko jedzenie tuczy, nie wliczając w to płynów, które bądź co bądź są płynnymi kaloriami i bardzo często to one odgrywają ogromną rolę w naszej redukcji/masie. Podobnie jest z alkoholem, który de facto jest ogromnie kaloryczny.
Mało kto wie, że przysłowiowa SETKA masz aż 220kcal! To bardzo dużo jeżeli patrzymy na codzienne zapotrzebowanie, gdzie redukcję prowadzimy np. na 1800 kcal.. a do tego setka i jak ma się bilans? Równie zgubne są drinki (mieszkanki alkoholi, soków same cukry). Z całego alkoholu najmniej kaloryczne wychodzi czerwone, wytrwane wino mające 50kcal w jednej lampce.

7. Jogurty /serki homogenizowane
Tak, tak.. ile razy słyszymy, że to najlepsze źródło wapnia dla dzieci! Dla nas samych.. Problem polega jednak na tym, że te jogurty bardzo często w składzie mają dodatkowo dodawane cukry, tłuszcze, aby smakować lepiej. Szczególnie dotyczy to serków homogenizowanych- wiele razy w ich składzie można spotkać syropy cukrowe, skrobie modyfikowane itp..
Dlaczego?
Aby uczynić je smaczniejszym dla nas i naszych dzieci..! Pamiętajcie, aby czytać skład! Taki jeden serek potrafi mieć czasem ok 500kcal w 250g, a przecież wiele razy dokrawa się owoc, czy dosypuje Muesli.
UWAGA! Zwracam również Waszą uwagę na to, iż wapń dużo gorzej wchłania się z produktów bogatych w cukry!

8. Popcorn
Przecież to kukurydza! Prażona..! Oj, oj.. nie dość, że to słona przekąska, która wciąga przy dobrym filmie (niekontrolowana ilość zjadanego popcorny to również zagrożenie), to dodatkowo w przemyśle wytwarzana jest ze słabej jakości kukurydzy, z dodatkami złej jakości tłuszczy, których tak na co dzień unikamy.
Dlatego przekąska, od czasu do czasu nie zaszkodzi, ale najlepiej przygotowana w domu, na dobrej jakości oleju i w odpowiedniej ilości

9. Suszone owoce/mieszanka studencka
Ooo! Tak, tak- suszone owoce to bardzo kaloryczna przekąska, bowiem 100g dostarcza ok 300kcal. Wynika to z tego, iż suszone owoce pozbawione są wody, są dużo bardziej skoncentrowanym źródłem składników odżywczych. Dużo mniej zjedlibyśmy świeżych winogron, niźli suszonych rodzynek Jednakże są one również wartościowe, także jak najbardziej mogą występować w naszej diecie, uważajmy jedynie z ilością i wybierajmy te lepszej jakości!

10. Ciasto Francuskie
Aha.. to kruche, delikatne ciasto.. bardzo często w towarzystwie bitej śmietany, kremowych nadzień, lub żółtego sera i mięska.. mniam! Jednak pamiętać należy, że skład ciasta francuskiego to przede wszystkim pszenna mąka, woda i masło..! Mega bomba kaloryczna, która w postaci ciasta nie syci na długo.. W formie obiadowej, z dużą ilością warzyw wygląda to już lepiej, aczkolwiek.. Czasem lepiej zrobić samemu kruchy spód pod tarte i rozkoszować się pysznym, zdrowszym deserem/obiadem

Rozgrzewające przyprawy na zimę. Przyprawy, które musisz mieć w domu! :)

Hej, hej!
Witam Was w ten piątkowy poranek :) Jak Wasze samopoczucie, zmęczeni tygodniem?
Weekend zapowiada się wolny, czy raczej zapracowany? :)

Szczerze Wam powiem, że tak zabieganego tygodnia jak ten nie miałam dawno! Całe dnie poza domem, całe dnie na pudełkach (tak wyznaję dietę pudełkową, tzn gotujem w domku i jem cały dzień to co zaplanowałam), i cała obładowana :D
Też tak macie, że nie mieszczą Wam się rzeczy w jednej torbie więc chodzicie z 5cioma?
U mnie jest to zazwyczaj: plecak (średnio lubię torebki), torba treningowa, laptop i coś zawsze się znajdzie, żeby dołożyć :D
A jak to wygląda u Was? Obładowani, czy na luzie? :)

A no właśnie.. dzisiaj post z serii porad żywieniowych ;) Mało ich tutaj, ale może z czasem się poprawie, chociaż lepiej byłoby mi gdybyście dawali mi też znać jakie tematy Was najbardziej interesują :)
Wtedy wiem, że z tematyka trafie na 100%! :)

Wiadomo, że zima u nas pełną parą, ale jedynie w kalendarzu :) Śniegu nie ma, mrozu nie ma.. ale za to- deszcz, przenikliwy wiatr, mroźne wieczory, zachwiania temperatur w ciągu dnia..
Jakby to ując? Troszkę kiepska aura pogodowa.. :)
Szczerze się Wam przyznam, że taka pogoda jest o stokroć gorsza niż typowa zima :(
Bo ani to ciepło, ani to zimno.. Ani to mróz, ani to nie mróz.
A tylko deszcz, mokro i wieje. I człowiek za cholerę nie wie: brać czapkę, czy parasol? Rękawiczki czy adidasy?

Taka pogoda jest dużo gorsza, bo zdradliwa. Bo wyziębia, bo nie ogrzewa. O ileż przyjemniej się spaceruje przy -5, ale z błękitnym niebem, niż przy plus 3 ale z wiatrem i deszczem?
A no właśnie!

I takoważ pogoda dużo bardziej wyziębia, skłania do przeziębień i zachorowań..!
Tak, tak- nie te mroźne zimy, ale właśnie te przejściowe, niezdecydowane aurowo pogody!

Dlatego dzisiaj podsyłam Wam moc rozgrzewających przypraw, które świetnie możecie wykorzystać w swojej kuchni w tymże okresie :)
No i tak na prawdę.. powinniście w szczególności, gdy należycie do zmarzluchów! :)



Cynamon
No ba! Która kuchnia obejdzie się bez cynamonu? chyba żadna :) Także tego! Cynamon nie tylko do pierniczków i szarlotek, ale spokojnie można dodawać go do kawy, owsianek, omletów. Poprawia on krążenie krwi w naszym ciele, zmniejsza łaknienie na słodkie oraz powoduje obniżenie poziomu cukru we krwi.
Aldehyd cynamonu oraz epikatechina mogą powodować opóźnienie wystąpienia Alzhaimera oraz Parkinsona (badanie prowadzone na myszach).
Olejki eteryczne, a także wyciągi otrzymywane z kory cynamonu wykazują działanie przeciwdrobnoustrojowe.


Pieprz cayene
Mocno ostry, często zastosowanie ma w kuchni do dań pikantnych. Zawiera on kapsaicynę, która wykazuje działanie przeciwzapalne. Dzięki swoim składnikom wykryto, że ma bardzo dobre działanie przeciwbólowe, a także wzmacniające organizm. Bardzo dobrze radzi sobie ze niezwalaniem kataru.
Dzięki swej ostrości wpływa oczywiście na poprawę krążenia.



Imbir
Kiedy mówimy o zimie bardzo często przed oczyma staje nam imbir i zaparzona z nim herbatka :) Świetny wybór, w szczególności, że korzeń ten ma świetne działanie przeciwzapalne, przeciwbólowe oraz (w niektórych badaniach potwierdzone) obniżające poziom cholesterolu we krwi. Dodatkowo oczywiście poprawia krążenia i wpływa na trawienie- usprawniając je. W szczególności kiedy mamy bóle żołądka zalecany jest napar z imbiru.
Świetnie sprawdzi się również u kobiet w ciąży, które zmagają się z nudnościami i wymiotami.


Korzeń maca
Zbadano, że wykazuje on działania antydepresyjne- tak często łapiące nas jesienią i zimą. Korzeń ten bogaty jest mikro- i makroskładniki, wykazuje działanie przeciwnowotworowe, oraz oczywiście usprawnia układ krwionośny.
Niektóre badania pokazują również, że Maca pozytywnie wpływa na porost włosów, przyrost masy mięśniowej, wspiera pracę tarczycy, a także zwiększa skupienie i koncentrację.

Goździki
Udowodniono im działanie rozgrzewające, oraz relaksujące związane bardzo często z kojarzeniem zapachu z ciepłem domowym i wypiekami. Ponadx to goździki wykazują działanie antyseptyczne, przeciwbólowe a także przeciwnowotworowe.


Kurkuma
Podobnie jak maca wykazuje pozytywne działanie w stanach depresyjnych, wpływa na poprawę krążenia, oraz podobnie jak cynamon obniża ryzyko Alzhaimera. Zawiera wiele wolnych rodników przez co zalicza się ją do substancji antynowotworowych.
Wykazuje również działanie przeciwzapalne i przeciwbakteryjne.


No to z przypraw już chyba tyle :) A Wy, które macie w domu i stosujecie? :) 

P.S. Źródło zdjęcia- Google

Dyniowe ciasto z mąką kokosową, cynamonem i śliwką. Wyskobiałkowe ciasto dyniowe, idealne po treningu! :)

Witam, witam! :) Dni mijają tak bardzo szybko.. :)
Ależ bym zatrzymała czas na chwilkę, a wy? :)
Dopiero co pisałam do Was w niedzielę, a dzisiaj już czwartek!
Ale nie ma, obiecałam sobie to staram się w każdej wolnej minucie coś do Was naskrobać :) Tylko to skończę i biegnę na siłownię- "odbębnić" trening, a później praca:)
A jak u Was?
W ogóle czy ktoś bardzo odczuł, że zaczął się rok szkolny? Bo ja co dzień jadąc do pracy widzę jak rosną korki uliczne w moim mieście :O To, aż straszne! Przez lato tak się nie działo, ale wierzyć mi się nie chce, że Ci wszyscy kierowcy to nauczyciele :D
Jak pomyślę, że już za kilkanaście dni czeka mnie ponowne pakowanie do akademika- ogarnia mnie czarny strach:D
Co roku to samo- najpierw składuję tam rzeczy caaaaaały rok, a potem nie mogę dopakować auta kiedy przychodzi czas wyprowadzki :D Ja nie wiem, czy tylko ja tak mam, czy nie.. ale to powinno być zabronione jakimś prawem ;)
A wy też taki macie problem z pakowanie, rozpakowywaniem? Bo o przeprowadzce nie wspomnę :O
O..! Albo jeszcze lepiej: dajcie rady jak zrobić to sprawnie, szybko i bez bólu.. albo.. zrobi to ktoś za mnie? :D <3

Przez ostatnich kilka dni odczuwałam w powietrzu aurę typowo jesienną.. poranne mgły, deszcz, chłodne powietrze i brak słońca..! Już zdążyłam robić się senna w ciągu dnia, już odczuwałam spadek formy letniej (taaak.. ja jestem chyba na baterię słoneczną)..!
Też tak mieliście?
Stwierdziłam, że nie mogę się od tak po prostu poddać! Nic z tych rzeczy!
Wzięłam się w garść i postanowiłam działać. Szczęście me chciało, że akurat Ela miała na zbyciu dynię!
A co kolorem przypomina bardziej letnie kolory, jak nie dynia?
A no właśnie! :D
Chwilkę pomyślałam, a że miałam mało czasu, wzięłam się do pracy :)
To chyba dopiero mój drugi wypiek z dynią, ale.. wymiata wszystko!
Idealnie rozgania złe myśli, jest mokre, wilgotne i taaaakie aromatyczne! A ta śliwka zapieczona na wierzchu? Mmmmmm.. <3
U mnie wpadło zaraz po treningu, jako posiłek- bo jest syte, ale wysokobiałkowe i węglowodanowe- czyli idealne uzupełnienie strat treningowych, a jeszcze zdrowo! :)
Bez zbędnych cukrów, tłuszczy, czy ulepszaczy.
Jeszcze raz to napiszę: aromatyczne, wilgotne, puszyste..
Nic więcej mi nie potrzeba, a Wam? :)

Dyniowe ciasto z cynamonem i śliwką na mące kokosowej

Składniki:
-110-120g surowej, obranej dyni
-1 jajko
-23g mąki kokosowej
-1 łyżeczka cynamonu
-1 łyżeczka proszku do pieczenia
-śliwka
-15g odżywki białkowej (u mnie ciasteczkowy smak), można pominąć
-10g syropu z daktyli (kto nie używa odżywki)
-opcjonalnie: masło orzechowe do nadziania

Wykonanie:
Dynię gotujemy do miękkości. Odcedzamy i blendujemy.
Do ostudzonej dodajemy pozostałe składniki, oprócz śliwki i mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji.
Gotową masę nakładamy do przygotowanej wcześniej kokilki.
Na wierzch układamy śliwkę.
Pieczemy w nagrzanym do 180 stopni piekarniku około 25 minut, do tak zwanego suchego patyczka.





 




Smacznego! :)

Tort idealny. Tort z migdałami, malinami i białą czekoladą :) Idealny dla każdego!

Siema, siema!
Żyje- wiecie? Mam się dobrze, lekko przemęczona, ale znajduje czas na wszelkie głupoty świata, ale żeby już coś do Was naskrobać to nie :( Albo żeby chociaż wziąć się za pracę magisterską..
Gdzieżby! Salvador zaaaaaawsze ma czas! :O
A potem kończy się to płaczem i zgrzytaniem zębów? A i owszem.. :D
Nie no, nie ma się czym cieszyć..
Znajdując swoje wolne 5 minut pisze do Was, a zaraz ruszam na trening- bo sam się nie zrobi!
Magisterka poczeka.. :D

Jak tam weszliście w nowy miesiąc? Szkolny miesiąc! No, no- przyznać się kto już od czwartku pięknie maszeruje z plecakiem?
Mnie czeka jeszcze miesiąc "laby", ale za to pracowity miesiąc. Trzeba sobie jakoś radzić :)
Powiem Wam, że ostatnio nie ma dnia, żebym czegoś nie piekła (taaak.. nawet do 1 w nocy, czekając aż galaretka stężeje.. i potem przypominasz sobie dlaczego nie robisz ciast z galaretką.. :D), ale to są jakieś stare przepisy, które już tutaj dawno są..
Bo rodzina lubi, bo wiesz że wyjdą, bo wiesz, że nie masz czasu bawić się w wymyślanie :(
No niestety- szara rzeczywistość.. Ale postaram się Wam tutaj zaszaleć z nowościami, tylko trochę się odkuj ;)

To dzisiejsze ciacho powstało bo mój Mistrz Naleśników miał urodziny! I w końcu mogliśmy spędzić je razem <3 Postanowiła, że upiekę mu tort, w którym postaram się połączyć jego ulubione smaki (nie mam na myśli tutaj snickersa i chipsów- bo takowe też są) z kategorii ciasta, ale w ciut innej formie niż znał do tej pory :)
Powiem Wam, że to ciasto zaskoczyło mnie całkowicie!
Dawno, daaawno nie jadłam tak dobrego, wyważonego w smaku torcika, który dosłownie rozpływał się z ustach tworząc idealną symfonię smaków..
Biała czekolada, migdały i lekko kwaśne maliny..
Powiem Wam- bomba!
No i to ciacho.. delikatne, puszyste.. raj! :)
No nie znam osoby, która mogłaby się oprzeć temu deserowi! Toć to idealnie ciacho dla smakoszy słodkich ciast, a jednocześnie dla tych, którzy przesłodzenia nie lubią :)

Nieskromnie go opisuje, ale niestety tak muszę!
Wieeem.. ma trochę kalorii, ale w urodziny podobno się ich nie liczy!
Musicie spróbować go obowiązkowo! :)
Obiecujecie?

Tort z białą czekoladą, migdałami i malinami

Składniki (24cm tortownica):
Ciasto
- 300g białej czekolady
-250ml śmietany kremówki
-5 jajek
120g cukru
-250g serka mascarpone
-1 szklanka zmielonych migdałów
-300g malin (świeże, lub mrożone)
Krem
-250ml śmietany kremówki
-2 łyżki cukru pudru
-100g malin (polecam świeże, mogą być mrożone, ale wcześniej odmrozić je należy)

Wykonanie:
Ciasto
Składniki w temperaturze pokojowej.
W niewielki garnuszku podgrzać śmietanę kremówkę, do czasu wrzenia. Następnie zdjąć z palnika, dodać połamaną czekoladę.
Odstawić na 2 minuty, a po tym czasie całość wymieszać do uzyskania jednolitej masy.
Odstawić na bok, do lekkiego przestudzenia, ale ma zachować płynną konsystencję.
Żółtka utrzeć z połową cukru do uzyskania puszystej, jasnej masy- około 5 minut.
Następnie dodać mascarpone, czekoladę oraz migdały- zmiksować do połączenia składników.
W osobnej misce ubić białka, dodając pod koniec ubijania pozostałą część cukru łyżka po łyżce.
Wmieszać je delikatnie do pozostałego ciasta.
Spód tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia, a boki nasmarować masłem.
Do formy wylać ciasto, wyrównać a na jego wierzchu poukładać maliny.
Całość piec w nagrzanym do 180 stopni piekarniku, około 45 minut.
Studzić w uchylonym piekarniku, a następnie schłodzić minimum 4 godziny w lodówce (najlepiej na noc).
Ciasto lekko opadnie, ale powinno!
Krem
Śmietanę kremówkę ubić na sztywno pod koniec dodając cukier puder, a następnie maliny.
Całość
Na schłodzone ciasto wyłożyć gotowy krem. Można przyozdobić malinami.









Smacznego!

Chleb rustykalny. Przepyszny, domowy chleb na mące chlebowo-razowej :)

Dzień dobry, dzień dooobry! :) 
Jakiż cudowny poranek nas dzisiaj przywitał! Leciutkie słoneczko, białe chmurki.. i ta rosa, i ten śpiew ptaków o poranku :) Czegóż chcieć więcej? :)
Wiem, wiem- miało mnie być więcej, a jest jak zawsze.. Ale proszę uwierzcie- praktyki pochłonęły połowę mojego dnia, potem trening, gotowanie dla siebie posiłków, dla rodzinki obiadów, rozmowy kwalifikacyjne.. nie wiem, gdzie uciekały mi dni :O
Dodatkowo dzisiaj pakowanie, bo udało się zorganizować mały wypad wakacyjny.. Szczerze się przyznam, że choć nie śmierdzę groszem, to taki totalny chill mi się przyda.. Nie umiem odpoczywać, wstaje co dzień około 6, co dzień coś jest do pracy albo koło domu, albo w domu. Nie narzekam, po prostu lubię aktywności, ale wiem, że na takim wyjeździe będę odcięta od obowiązków domowych, dlatego uda mi się trochę odetchnąć :)
A nad polskim morzem nie byłam dobre 8 lat? Coś koło tego.. a uwielbiam te widoki.. <3
Mam nadzieje, że utrzymam dietę i treningi, trzymajcie kciuki! :)
Mam również nadzieje, że po powrocie uda mi się znaleźć pracę, bo kiepsko widzę życie :D Co swój pieniążek to swój, no nie? ;)

A jak tam u Was? Jak spisują się plany wakacyjne, pracownicze? :) Coś szykujcie w wolnej chwili?

Powiem Wam, że w weekend poczułam wenę.. poczułam dawno uśpione, poprzez natłok obowiązków, nauki, treningów, pragnienie pieczenia <3
Choć częściej widzę przepisy, widzę motywacje, to bardzo często musiałam wszystko odrzucić ze względu na brak czasu, czy poparcia, bo "po co to pieczesz?".. Ale nie, tym razem było inaczej.. <3
Kocham domowe pieczywo, bo..
* wiem, co w nim jest
* wiem, że chrupiąca skórka to wina zaparowanego pieca i mąki
* wiem, że nie dodałam palonego karmelu
* wiem, że nie jest napompowany sztucznie, a jedynie poprzez naturalną fermentację..
Po prostu: wiem, co jem! ;D
Uwielbiam zapach, który wydziela się podczas pieczenia.. i ten odgłos, gdy kroisz jeszcze ciepłe pieczywo, kiedy pęka skórka zewnętrzna..
i rozpływające się masełko na piętce.. <3
Kto śledzi mnie na snapie- mógł przygotowywać chleb razem ze mną! :) Dosłownie krok po kroku.. ;)
Przyznać się, były takie osoby?
Poza tym, tutaj chleb ten wymaga od nas trochę więcej pracy. Najpierw trzeba przygotować mu zaczyn, potem składać go, co 50 minut, następnie uformować i dopiero pozwolić dochodzić z piekarniku.
Ten bochenek wymaga od nas pracy, zaangażowania, ale to jest w nim chyba najlepsze.. Że nie wystarczy wymieszać, wlać do formy i już! Tutaj sami nadajemy mu kształt, krok po kroku..
A smak?
Nie do opisania.. <3 po prostu.. jak dobry, dawno zapomniany, smak chleba o poranku, który mama przynosiła z niewiadomych źródeł..

Może skusicie się na niedzielne, rodzinne śniadanie? Albo do poniedziałkowych kanapek do pracy? :)


Chleb rustykalny

Składniki (2 bochenki chleba)"
zaczyn:
-450g mąki chlebowej
-270g wody
-10g soli
-1.8 łyżeczki drożdży instant
ciasto:
-680g mąki chlebowej
-110g mąki żytniej razowej
-110g mąki pszennej razowej
-620g wody
-20g soli
-5g drożdży instant

Wykonanie:
12-15h przed wykonywaniem chleba (najlepiej na noc), przygotować zaczyn.
Łączymy drożdże z wodą, dodajemy mąkę oraz sól i mieszamy do uzyskania gładkiego ciasta.
Gotową masę należy przykryć folią i pozostawić w temperaturze około 21 stopni właśnie na 12-15h.
Po upływie tego czasu, w dużej misce, należy umieścić wszystkie składniki na ciasto i mieszać, w między czasie dodając powstały zaczyn.
Całość wyrabiać około 10 minut, do uzyskania elastycznego, ale niezbyt luźnego ciasta.
Można dolać odrobinę wody, gdy ciasto wydaje się zbyt "suche".
Następnie w ciemny miejscu, w temperaturze 24 stopni pozostawiamy na 50 minut.
Po tym czasie ciasto składamy, celem m.in. jego odgazowania.
Ponownie odstawiamy na 50minut, oraz po tym czasie składamy, jak poprzednio.
Następnie pozostawiamy na kolejne 50 minut.
Po tym czasie dzielimy ciasto na dwie równe porcje, zaokrąglamy je delikatnie i pozostawiamy na posypanej mąką powierzchni na około 15 minut. 
Po upływie danego czasu należy uformować bochenki, mogą to być owalne, okrągłe- w zależności od upodobań. Można również stworzyć małe bułeczki.
Uformowane chleby, należy przetransportować do koszyków chlebowych i pozostawić na 70-90minut w temperaturze 24 stopni.
Po upływie podanego czasu, chleby nacinamy z wierzchu stosowany wzór i wsadzamy do zaparowanego pieca i nagrzanego na 220 stopni na 35-40 minut.
Gdy lekko się zarumienią należy piec je w lekko uchylonym piekarniku (ja zawsze wsadzam jakąś łyżkę czy coś między drzwiczki piekarnika).











Smacznego!